POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 39 (2673) z dnia 2008-09-27; s. 60-62

Świat

Katarzyna Kwiatkowska

Brzydcy dwudziestoletni

Młoda Białoruś nie chce rewolucji. Według dwudziestolatków opozycjoniści się skompromitowali, a reżim nie jest taki zły, skoro w kraju można słuchać zakazanych dotąd zespołów i kupować te same rzeczy co na Zachodzie.

Tego lata 25-letnia Masza, pracownica firmy komputerowej, zbierała podpisy na rzecz niezależnego kandydata do parlamentu na zbliżające się wybory. Chodziła po mieszkaniach z doświadczonym działaczem opozycji około pięćdziesiątki. – Nie spodobał mi się styl jego pracy – wspomina. – Nie potrafił rozmawiać z ludźmi. Strasznie się stroszył, słysząc pytania typu: „Gdzie macie dowody, że władza fałszuje wyniki wyborów?”, co często kończyło się zamknięciem nam drzwi przed nosem. A przecież ludzie mają prawo do wątpliwości i nie należy ich przypierać do muru. Nie rozumiem takich metod.

Podczas protestów w centrum Mińska w 2006 r., w których udział wzięli przede wszystkim młodzi ludzie, lider opozycji i niezależny kandydat na prezydenta Aleksander Milinkiewicz roztrąbił narodziny nowej elity – młodej Białorusi, która będzie walczyć o demokrację. Dwa lata później opozycjoniści nadal trąbią to samo, zdając się nie zauważać, że młodzi coraz bardziej się od nich oddalają. Opozycja sromotnie przegrał...