POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 43 (2577) z dnia 2006-10-28; s. 44-46

Gospodarka

Urszula Szyperska

Buduje, to ma

Józef Wojciechowski, największy polski deweloper, założył i zamknął kilkanaście firm, zanim zajął się stawianiem domów. Dopiero budownictwo okazało się żyłą złota. Ważna zasada w tym biznesie – to zbijać koszty. Wojciechowski opanował tę sztukę do perfekcji.

Wojciechowski ma dzisiaj 58 lat, a na tegorocznej liście najbogatszych Polaków miesięcznika „Forbes” zajął 49 miejsce. Wszystko, jak twierdzi, zawdzięcza sobie. – Pochodzę z biednej koszalińskiej wsi. Do dziś wspominam dzieciństwo jako koszmar, ale nauczono mnie wtedy ciężkiej pracy. Udało mi się stamtąd wyrwać, przenieść do Gdańska. Pierwsze kierownicze stanowisko, w handlu, dostałem, kiedy miałem 20 lat – opowiada. Skończył szkołę gastronomiczną (studiował także w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie), ale każda dziedzina była dobra, jeśli pozwalała zarobić. Zajmował się handlem, gastronomią, wyrobem różnych drobiazgów z plastikowych odpadów, usługami budowlanymi. Jako trzydziestolatek miał sześć firm, w tym pięć zapisanych na rodzinę i na przyjaciela. Nie udało się tego ukryć, ludzie patrzyli na niego jak na spekulanta. Postanowił wyjechać do Szwecji. Zwinął interesy, część firm sprzedał, część wydzierżawił.

Szwecja rozczarowała biznesmena: była dla niego zbyt socjalistyczna. Udało mu się tam kupić osiem bankrutujących sklepów i urządzić w nich bary szybkiej obsługi. Złośliwi mówią: ...