POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 26 (3216) z dnia 2019-06-26; s. 48-50

Świat

Jędrzej Winiecki

Bunt beznadziei

Mieszkańcy Hongkongu demonstrują przeciwko czemuś, co jest nieuchronne – ostatecznemu wchłonięciu ich kolorowej metropolii przez komunistyczne Chiny.

Nawet gdyby protestujących nie były 2 mln, jak twierdzą organizatorzy, a tylko kilkaset tysięcy, jak liczy policja, to i tak właśnie rozstrzyga się los Hongkongu. Uliczna parasolowa rewolucja z 2014 r. paraliżowała sporą część miasta przez blisko 80 dni. Jej postulatów nie zrealizowano, ale uczestnicy zapowiedzieli: wrócimy. I wrócili.

Obecne protesty tlą się od końca marca. Impetu nabrały w czerwcu, a organizatorzy, głównie stowarzyszenia studenckie, zapewniają, że to dopiero przygrywka. Wzywają do dalszych manifestacji i obywatelskiego nieposłuszeństwa. Do stawiania oporu lokalnemu rządowi, który słucha instrukcji z Pekinu. A Chińska Republika Ludowa stara się ograniczać samodzielność tego wyjątkowego miejsca, pozostającego przez dekady ostoją zamożności, kosmopolitycznej i cywilizowanej elegancji. Stąd bunt.

Koniec bezpieczeństwa

Iskrą była nowelizacja przepisów o ekstradycji. Owszem, gdyby zmiany weszły w życie, możliwe stałoby się wydalenie kogoś z Hongkongu do ChRL. Biada krytykom, dysydentom i przedsiębiorcom, na których komuniści zagięliby parol.

<...