POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2901) z dnia 2013-03-27; s. 63-65

Świat

Tomasz Zalewski

Bunt nadwornego kronikarza

Papież amerykańskiego dziennikarstwa i demaskator afery Watergate Bob Woodward postawił się Białemu Domowi i został bohaterem prawicy. Nie zamierza jednak obalać kolejnego prezydenta, broni raczej własnego pomnika.

Obama grozi Woodwardowi!” – zagrzmiał portal Drudgerport i inne konserwatywne media. To, co napisał słynny reporter, tak miało się nie spodobać w Białym Domu, że doradca prezydencki Gene Sperling zadzwonił do niego i powiedział, że tego „pożałuje”. Tak opisywał incydent sam Woodward, wyznając ironicznie, że „trzęsie się ze strachu”. Ale kiedy dziennik „Politico” opublikował całość tej rozmowy, okazało się, że panowie pożegnali się po przyjacielsku, a Sperling prostował tylko pewne przekłamania pogromcy Nixona. O co poszło?

W swej najnowszej książce „Price of Politics” („Cena polityki”) i w „Washington Post” Woodward napisał, że osławiony sekwester, automatyczna brzytwa budżetowa tnąca wydatki rządowe wskutek niedogadania się Obamy z republikanami, krytykowana ostro przez prezydenta, była pomysłem jego własnych doradców. Zarzucił też Obamie, że pragnąc strzelić opozycji gola, „przesunął słupki bramki”. Najwyższy autorytet medialny w Ameryce obarczył prezydenta odpowiedzialnością za fiasko rozmów i cięcia brzytwy. Nazwał też „szaleństwem” jego zapowiedź, że z powodu cięć nie wyśle lotniskowca do Zatoki Perskiej. Prawica ...