POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 24-26

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Bunt szkół

Przewidywano, że po zmianach w systemie edukacji będzie chaos, nerwy i konflikty. No i są.

Artur Sapala, szef rady rodziców w Szkole Podstawowej nr 1 w Kielcach opowiada: – Od września nasza podstawówka ma się przenieść do gmachu wygaszanego gimnazjum. Pierwszaki będą się uczyć razem z 14- i 15-latkami. Tak proponują władze miasta.

– Nie mam pojęcia, gdzie będzie dalej uczyć się młodsza córka – czy po szóstej klasie zostanie w tej samej szkole? Bo może pojedyncze dzieci z różnych klas będą wyrywane do budynku gimnazjum według nowej rejonizacji – martwi się Elżbieta, matka piątoklasistki i gimnazjalistki z Wawra.

Moje dziecko dostało się do bardzo dobrego gimnazjum. Chciałabym, żeby skończyło szkołę na takim poziomie, na jakim była, gdy ją zaczęło – tłumaczy Iwona Gołaś, matka gimnazjalnej pierwszoklasistki, zaangażowana w walkę o przyszłość lubelskiego Gimnazjum nr 9.

Lista pytań

W zamyśle twórców nowego prawa oświatowego dzieci dzięki niemu miały być dłużej „bezpieczne”, „w swoim środowisku”, „pod opieką znających je nauczycieli”. Niezależnie od tego, czy założenia MEN do kogoś trafiały czy nie, na podstawowym organizacyjnym poziomie już widać, że tak się one mają do rzeczywistości, jak wizualizacje przedstawiane przez deweloperów do faktycznego wyglądu oddawanych osiedli.

Muszą się z tym zmierzyć i dzieci, i ich rodzice – zwłaszcza tuż przed kolejnymi progami edukacji. W przypadku najmłodszych, przyszłorocznych przedszkolaków często nie wiadomo, gdzie to „swoje środowisko” będą w ogóle tworzyć – i czy na pewno będzie ono dla nich bezpieczne i komfortowe. Bo gminy od września muszą zorganizować w przedszkolach miejsca już dla wszystkich chętnych. Ale w wielu szkołach, w których zerówki były, od września ich nie będzie – z braku sal, które trzeba przygotować dla 7-, a potem 8-klasistów. 6-latki wrócą do przedszkoli, a miejsce dla 3-latka może się znaleźć, ale na drugim końcu miasta.

Rodzice starszych dzieci w oczekiwaniu na ogłoszenie kształtu nowych obwodów szkół (mają być zatwierdzone do końca marca, choć plany tu i ówdzie objawiają się wcześniej) dyskutują: czy dzieciaki będą z czasem przenoszone do innego budynku, czy bardziej zanosi się na naukę od klasy pierwszej do ósmej, ale za to na zmiany? Czyli także bez zajęć pozalekcyjnych, bo nie będzie na nie wolnych sal.

Ci z dziećmi w szóstej klasie martwią się najbardziej: zostawić syna/córkę w siódmej z rozdzielnika, czy jednak kombinować, próbować gdzieś przenosić? I jak zaklajstrować braki w podstawie programowej? Matki i ojcowie gimnazjalistów z – teoretycznie niezmiennym rozkładem jazdy do matury – wypytują, kto będzie uczył ich dzieci? Ilu nauczycieli odejdzie z wygaszanych szkół? Kto ich zastąpi? Nawet za progiem liceum nie wszystko jest jasne, realizowana przez MEN wersja gry w komórki do wynajęcia gdzieniegdzie wymusza przemieszczenie także szkół tego szczebla.

Na szkolnych korytarzach, w szatniach, na internetowych rodzicielskich forach pobrzmiewa dezorientacja, konflikty i złość – głównie na samorządowców. To też zgodnie z przewidywaniami i politycznym planem władzy.

– Wśród naszych dzieci są takie, które we wrześniu drugi raz w życiu mają zmieniać szkołę – wylicza Michalina Górniak, matka chłopca ze Szkoły Podstawowej w Piaskach w gminie Barwice, w Zachodniopomorskiem. Kilka lat temu, na fali oszczędnościowego zamykania małych szkół, zlikwidowano podstawówkę w niedalekim Krosinie. Większość rodziców przeniosła wtedy dzieci do Piasek. A Michalina posłała tam swojego 6-latka. Ostatnio przyniósł proponowane stopnie na semestr: cztery szóstki, reszta piątki i medal za sprawowanie. Michalina jest dumna, ale podkreśla, że wyniki małego to wielka zasługa szkoły. Więc gdy dowiedziała się, że szkoła ma być zamykana, od razu podpisała się pod protestem (dowiedziała się od ojca jednego z uczniów, który przyjechał z petycją). Okazało się, że podstawówkę z Piasek burmistrz chce przenieść do budynku po pustoszejącym gimnazjum, połączonym z liceum, w Barwicach. Szkoda mu nowoczesnego gmachu. Ale przenosiny to stres dla dzieci, nauka pod jednym dachem z gimnazjalistami i z licealistami oraz rozstanie z nauczycielami zwalnianymi ze szkoły w Piaskach. Po protestach rodziców i uczniów burmistrz oświadczył, że szkołę może zostawić. Ale nie będzie na dopłaty do wody ani na inwestycje.

W świetle zmian obwodów rodzice przyszłorocznych pierwszaków nie mogą być pewni, czy ich dzieci trafią do tej samej szkoły, w której już uczy się brat czy siostra. Ale i ci bracia czy siostry mogą od września wylądować pod innym adresem niż dotychczas, bo nowe prawo pozwala samorządom na przeprowadzki nie tylko siódmych klas, ale ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]