POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 17 (2856) z dnia 2012-04-25; s. 144-147

Ludzie i style

Ewa Winnicka

Burmistrz na kółkach

Boris Johnson to dowcipny, rozczochrany paniczyk. Za jego kadencji londyńczycy przesiedli się z aut na miejskie rowery, które stały się znakiem firmowym burmistrza. Czy to wystarczy, by 3 maja wywalczył reelekcję?

Nie wiadomo, czy do podlondyńskiego Richmond dojechał na swoim rowerze. W każdym razie we wrześniu ubiegłego roku walkę o wyborców zaczął od kwiecistej złośliwości pod adresem rywala Kena Livingstone’a, starszego o 19 lat wyjadacza z Partii Pracy, który spędził w fotelu burmistrza dwie kadencje i miał nadzieję na trzecią. Johnson zapytał retorycznie: Czy chcemy powrotu nienawróconego do tej pory trockisty, który wciąż nienawidzi samochodów osobowych (to aluzja do horrendalnej opłaty, jaką Ken nałożył na samochody wjeżdżające do centrum)? Czy możemy sobie pozwolić na modlącego się do autobusu przegubowego (chodzi o transport publiczny, na który postawił Livingstone) rzecznika wysokich podatków, którego kumple doprowadzili Brytanię na skraj przepaści? I od razu odpowiedział z uśmiechem: potrzebujemy rozsądku i umiaru, czyli mnie.

W przededniu wyborów Boris (tak się go tu nazywa) miał niewielką przewagę nad rywalem. Sztab Kena Livingstone’a zapewnia, że przewaga z dnia na dzień topnieje i ten bezczelny typ nie powinien się przesadnie ...