POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 23 (2507) z dnia 2005-06-11; s. 104-105

Społeczeństwo / Obyczaje / Ożywianie Jarocina

Martyna Bunda

Burmistrz też punkuje

Po jedenastu latach mieszkańcy Jarocina postanowili sami wskrzesić legendarny rockowy festiwal. Tak długa przerwa to szmat czasu: wyrosło pokolenie, które nie kuma PRL.

W 1994 r. w wojnie punków ze skinami, a właściwie wszystkich ze wszystkimi i policją, zdemolowano miasto, co ostatecznie przesądziło o zawieszeniu kolejnych edycji festiwalu. Weterani tej wojny są dziś w większości statecznymi ojcami i matkami. Mają pieniądze, które mogliby przecież zostawić w Jarocinie – tak przynajmniej widzą sprawę włodarze, sami też wkraczający właśnie w wiek średni: burmistrz i jego zastępca, przewodniczący rady miejskiej, kierowniczka w urzędzie miejskim i szef domu kultury. – W ostatnim czasie reaktywował się zespół sprzed lat, założono nowe – opowiada wiceburmistrz Robert Kaźmierczak, rocznik 1974, od dziecka mieszkaniec bloku tuż obok amfiteatru (klatka pierwsza, gdzie co roku sypiały pokotem spite punkowe załogi). – Powstał metalowy Random Justice, w którym gra między innymi najzdolniejszy w mieście grafik, znów zaczęło grać Acapulco, w którym punkuje brat szefa przewodniczącego rady ze swoim piętnastoletnim synem. Gdy więc wiceburmistrz usłyszał w telewizji, że łódzki ...