POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 48 (2169) z dnia 1998-11-28; s. 44-45

Świat

Marek OstrowskiMarcin Meller

Bush Brothers

Ameryka - pierwszy duży kraj, gdzie obalono królów i odrzucono arystokrację rodową - lubi polityczne rodziny. Gubernatorami zostali właśnie dwaj synowie prezydenta George´a Busha. Najstarszy 52-letni George, tyle że z literką W. przed nazwiskiem - w Teksasie, a 45-letni John Ellis (zwany Jeb) - na Florydzie. Jeśli w 2000 r. do wyborów prezydenckich staną republikanin George W. Bush i demokrata Al Gore - będzie to pojedynek dynastyczny - między synami znanych i głośnych polityków.

Sześć lat temu prezydent George Bush miał pełne prawo czuć się rozgoryczony. Nie zwieńczył swej długiej kariery politycznej drugą kadencją w Białym Domu, chociaż wyglądał na faworyta w wyborach. Przegrał batalię z nieznanym szerzej gubernatorem małego stanu Arkansas - Billem Clintonem. A przecież to właśnie on nadzorował przewlekłą ceremonię pochówku imperium radzieckiego (kadencja przypadła na lata 1988-1992), przeprowadził gładko zjednoczenie Niemiec, równocześnie negocjując z Michaiłem Gorbaczowem układ o ograniczeniu zbrojeń konwencjonalnych w Europie (CFE). W lipcu 1991 r. USA i ZSRR zawarły układ START (o ograniczeniu zbrojeń strategicznych), jeden z najdonioślejszych w historii, a Bush nie czekając na formalny rozpad Związku Radzieckiego złożył miesiąc później wizytę na Ukrainie i obiecał pomoc amerykańską tym republikom radzieckim, które przyjmą demokrację i gospodarkę rynkową. Bush zdążył jeszcze w miarę gładko wyprowadzić Gorbaczowa i wprowadzić Borysa Jelcyna, z którym w lipcu 1992 r. podpisał kolejne porozumienie rozbrojeniowe. George Bush był dobrym prezydentem w&...