POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 4 (2942) z dnia 2014-01-22; s. 24-25

Społeczeństwo

Marta Mazuś

By nie było tematu

Siedem lat temu 14-letnia gimnazjalistka Ania z osiedla na obrzeżach Gdańska powiesiła się w swoim domu na skakance. Uznanym za winnych chłopcom kończy się właśnie dozór kuratorski. Wygląda, jakby na osiedlu zostały same ofiary.

Kiełpino Górne na południe od Gdańska. Doskonałe miejsce do życia, jak je zawsze zachwalano. Osiedle domków jednorodzinnych, obwodnica, dobry dojazd do centrum autobusem bez przesiadek. Cisza i spokój, wzgórza i jeziora.

Tu każdy każdego zna. O sąsiadach wie wszystko, bo co dom, to czyjś kuzyn. Jest tylko jedna sprawa, o której na osiedlu się nie rozmawia. Siedem lat temu, w 2006 r., Ania z domu naprzeciwko kościoła powiesiła się na skakance. Wtedy mówiła o tym cała Polska.

Bo nie jest już tak, jak było

Sąsiad pierwszy nie rozmawia o tym ani z mediami, ani z innymi sąsiadami, ani z własną rodziną. Bo wystarczy na osiedlu wspomnieć choć jednym słowem, a zaraz zaczynają się pretensje i problemy. Nawet nie da się już spokojnie razem usiąść przy stole, żeby to wszystko wyjaśnić.

Choć Kiełpino Górne to jedna wielka rodzina. Zaczęło się od siedmiu braci, którzy się tu sprowadzili, pożenili ...