POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 4 (2689) z dnia 2009-01-24; Polityka. Sztuka Życia; s. 37-40

Życiorys. Sosnowski

Barbara Pietkiewicz

Był...

Jan Sebastian Sosnowski. Cóż takiego zrobił szczególnego? Niczego nie zrobił, mówią jego przyjaciele. Był.

Kiedy umarł, przyjaciele zebrali się w kawiarni i radzili, jaki dać nekrolog. Ktoś mówi: król życia. Albo może – święty Krakowskiego Przedmieścia. Coś w tym stylu, co oddawałoby życia tego bujność.

Andrzej Skoczylas, niegdyś naczelny pisma „Sztuka”, dałby taki: Jan S. Sosnowski, kawaler. Tyle. Bez wieczny kawaler, jak było w istocie. Kawaler wskazuje nie tylko na stan cywilny, lecz także określa styl życia. Birbant, kiedyś się mówiło. Jan S. Sosnowski – birbant. Lub Jan – Franc Fiszer PRL i III RP.

Adam Jasser, żeglarz zawodowy, jeden z kapitanów „Pogorii”, mówi, że nikt nie spodziewał się, że on kiedykolwiek umrze. Był nie do wykorzenienia z życia jak sosna, którą w tydzień po jego nagłym odejściu (powiada się cichaczem, że z powodu nadmiernego łykania viagry) przyjaciele zasadzili w ogrodzie Jassera na Żoliborzu i będą się pod tę sosnę zjeżdżali ze świata w każdą rocznicę na wspominki.

Jednostki niewychowalne

Jan niedojadał, żywił się zupkami w proszku, chyba że w mieszkaniu Jana ...