POLITYKA

Niedziela, 24 marca 2019

Polityka - nr 4 (2436) z dnia 2004-01-24; s. 70-74

Społeczeństwo / Bohaterowie mediów

Iwona Dominik

Był show, teraz jest reality

Spośród z górą 100 osób, które przewinęły się przez programy typu reality-show, kilkanaście wpadło w lekką depresję, jedna przeżyła załamanie nerwowe, reszta mieści się w średniej krajowej. Powstały dwa filmy, dwie książki, nagrano cztery płyty.

Kiedy ponad dwa lata temu pierwsze programy typu reality-show wchodziły na polskie ekrany, po kraju niosły się ponure proroctwa socjologów, psychologów, publicystów. Na przykład dr Artur Andrzejuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w pracy „Niebezpieczny eksperyment” przepowiadał „wyzwolenie nienaturalnych reakcji człowieka po umieszczeniu go w nienaturalnym środowisku i pobudzenie społecznego wścibstwa pod płaszczykiem eksperymentu naukowego”.

Andrzej Sołtysik, rzecznik TVN, wiedział, że pojawienie się w Polsce „Big Brothera” wywoła trzęsienie ziemi i histeryczne reakcje. – Jeszcze przed wprowadzeniem formatu przyglądaliśmy się z bliska reakcji w Hiszpanii i Włoszech na pojawienie się tego programu. Te kraje były nam bliskie socjologicznie, obyczajowo i religijnie. Producenci podglądali, co dzieje się z rodzinami bohaterów. Notowali zarzuty psychologów. Do Polski przywieźli tzw. biblię „Big Brothera”, czyli katalog wszelkich możliwych negatywnych sytuacji, na jakie można natrafić zamykając na 100 dni 12 ludzi w metalowym kontenerze. Analizowano, co będzie, gdy wszyscy uczestnicy nagle ...