POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 1 (2536) z dnia 2006-01-07; s. 33-35

Kraj / Bitwa o Gubałówkę

Jan Dziadul

Byrcyn znowu wyrcy

Od lat zima w górach zaczyna się podobnie – blokadą najpopularniejszych narciarskich tras. Głośne były wojny o zagrodzone stoki na Pilsku w Korbielowie i na Czyrnej w Szczyrku. W tym roku pod znakiem zapytania stoi zjazd z Gubałówki. Kto jest właścicielem polskich gór?

Kolejka linowo-terenowa na Gubałówkę to w lecie i w zimie kura znosząca złote jaja Polskim Kolejom Linowym. W zimie wywozi na górę głównie narciarzy. W ubiegłym sezonie wjechało milion osób. Tym samym daje też żyć dziesiątkom zakopiańskich rodzin, prowadzących interesy pod dolną stacją i na szczycie. W grudniu ub.r. rozeszła się wiadomość, że za zarzynanie tej kury zabrała się rodzina Wojciecha Gąsienicy-Byrcyna, posiadająca kilka działek przecinających w poprzek południowy stok narciarski równoległy do kolejki.

To najpopularniejsza, wręcz kultowa trasa. Biegnie po gruntach 30 właścicieli, a największym jest PKL, spadkobierca Ligi Popierania Turystyki, która w 1938 r. wybudowała kolejkę. W grudniu ub.r., po raz pierwszy w historii kolejki, PKL ustawiły na narciarskiej trasie znak zakazu. – Do narciarzy nic nie mamy, niech jeżdżą po naszej ziemi, ile chcą – mówi Byrcyn. – Nam chodzi tylko o to, żeby kolejka wykonała ciążący na niej sądowy wyrok i ...