POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 100-105

Na własne oczy

Anna Tyszecka

Cały Berlin tańczy tango

Przedświąteczny zamach terrorystyczny nie wyprowadził berlińczyków z równowagi. Zrezygnować z tanga? Nigdy. W mieście singli i imigrantów to sposób na życie. W końcu Berlin to druga po Buenos Aires stolica tanga na świecie!

Jörg Buntenbach, autor książki „Stolica tanga – Berlin”, siedzi przy stoliku w wiekowej gospodzie Max&Moritz w centrum Kreuzbergu. Sztukaterie, secesyjne witraże i drobne niebiesko-zielone kafelki na ścianach są przesycone duchem miasta sprzed ponad stu lat. Równie długa jest historia tanga w Berlinie.

Jörg poznawał ją niespiesznie – najpierw zainteresowała go pełna pasji muzyka, potem taniec. – Ale do obrazu całości potrzebne były kulisy Berlina – zapewnia. Jest Niemcem z północy, z okolic Hamburga, nad Sprewą zjawił się przed dwoma dekadami, gdy miasto zrastało się po powojennym podziale, a zapowiedzią jego dzisiejszego rozmachu był las dźwigów nad rozkopanym Potsdamer Platz.

Zaroiło się od przybyszów, którzy właśnie tutaj widzieli dla siebie szanse na nowy początek. Przyjeżdżali i z Niemiec, i z całego świata. Berlin przyciągał niczym magnes, mamiąc obietnicami i rozczarowując. To był czas intensywnej pracy od rana do zmierzchu i samotności w wielkim mieście. I wówczas okazywało się, ż...