POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 9 (2694) z dnia 2009-02-28; s. 90-91

Ludzie i obyczaje

Barbara Pietkiewicz

Cały brud, całe zło, cały wstręt

20-letni Jonasz S. w wynajętym mieszkaniu w Warszawie zabił prostytutkę. Mieszkańcy jego rodzinnego Wyszkowa są w szoku. To był zwykły chłopak.

Zatelefonował do agencji towarzyskiej. Zamówił usługę sado-maso. Do pokoju, który wynajmował, przyszła kobieta w średnim wieku. Wyglądała przy nim pewnie jak matka, zwłaszcza że Jonasz fizycznie jest typem słodkiego chłopca, jak go opisuje jedna z koleżanek: okrągła twarz, należałoby raczej powiedzieć buzia, lekko wystający drugi podbródek, nieduże dłonie, szczęściem dość wysoki.

Chciał zaprzeczyć wyglądowi, który, odkąd zaczął być mężczyzną, stał się źródłem frustracji. Więc glany – bardzo męskie buty. Szerokie spodnie – takie nosili kowboje. Koszula wypuszczona na wierzch, coś z drwala. Dredy. No i wybrany po maturze zawód – strażak. Chłopak z buzią pyzatego anioła zostanie po studiach w Warszawie oficerem pożarnictwa – jeszcze jedno z przybrań, które miały pokazać, że jest silny, niestandardowy, nie przez kalkę. Nie tylko porządny uczeń prywatnego ogólniaka, lecz też ateista, wewnętrzny buntownik, men. Choć nie satanista, jak się teraz mówi w Wyszkowie. Satanista w tych kamuflażach byłby już krokiem za dużo.

Ale nikt w nim nie widział buntownika ani mena. ...