POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 28 (2713) z dnia 2009-07-11; s. 84-85

Świat

Tadeusz Olszański

Cały ten Jobbik

Ultraprawicowa partia O Lepsze Węgry – w skrócie nazywana Jobbik – odniosła groźny sukces wyborczy. Węgry muszą zrobić rachunek sumienia.

Gdyby procentowo przełożyć mandaty zdobyte do Strasburga na grunt krajowych wyborów, oznaczałoby to, że wiosną 2010 r. ultraprawica dostałaby na Węgrzech co najmniej 20 miejsc w parlamencie. Wiele wskazuje więc na to, że po druzgocącej klęsce i siedmioletniej nieobecności w parlamencie nacjonalistycznej Partii Sprawiedliwości i Życia, kierowanej przez Istvana Csurkę, w organie ustawodawczym Węgier wkrótce pojawi się jeszcze bardziej radykalna siła. Wbrew opinii prof. Petera Tolgyessya, wybitnego węgierskiego analityka politycznego, który uważał, że na Węgrzech skończyły się czasy ultraprawicy, bo brakowało jej nie tylko charyzmatycznych przywódców, ale i programu.

Tolgyessy twierdził, że na nienawiści daleko się nie zajedzie. Co innego bowiem straszyć Romami, co innego rządzić krajem. Również instytuty badania opinii publicznej nie dawały szans nowej sile. Najbardziej pomylił się Instytut Gallupa, który przepowiadał, że Jobbik nie zdobędzie ani jednego euromandatu. Zarodek powodzenia krył się już w samej nazwie partii. Słowo jobbik (wymawiane jako jobbik, a nie dżobik) oznacza zarówno lepszych, jak i bardziej prawych niż ci, ...