POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 24 (2709) z dnia 2009-06-13; s. 11

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat

Carewicz Kola

Kwestia schedy po Aleksandrze Łukaszence nie jest tak pilna ani gardłowa jak ta dotycząca schorowanego Kim Dzong Ila, dyktatora Korei Północnej. Ale nie da się ukryć, że cała Białoruś żyje sprawą 5-letniego Koli. Po raz pierwszy pojawił się u boku prezydenta przed rokiem, podczas ogólnokrajowego sobotniego czynu społecznego, który na Białorusi jest dużym wydarzeniem. Później odwiedzali razem ofiary Czarnobyla (to tam w gospodarskiej pogwarce Aleksander wyjawił mimochodem, że Kola to jego najmłodszy i że kiedyś będzie prezydentem), przyjmowali defiladę wojskową (Kola w stosownym mundurze), wrzucali głos do urny w wyborach, przyjmowali prezydenta Armenii, byli na audiencji u Benedykta XVI, a ostatnio wybrali się do Moskwy do Władimira Putina (ten syn „to prawdziwy dar niebios”, cytuje Putina dumny tata Aleksander w wywiadzie dla „Komsomolskiej Prawdy”).

Drobny kłopot, zwłaszcza na konserwatywnej Białorusi: Kola jest nieślubny. Po wygranych wyborach w 1994 r. Łukaszenko nie sprowadził do stolicy żony Galiny. Pozostała w maleńkich Ryjkowiczach, otoczona szczelnym murem, i nie pokazuje się ...