POLITYKA

środa, 27 marca 2019

Polityka - nr 7 (3148) z dnia 2018-02-14; s. 28-31

Społeczeństwo

Ewa Wilk

Cham w dom

Coś się dzieje w świecie społecznym. W Polsce, ale nie tylko. Jakby nieuchronnie nadchodziła jakaś ponura era nowego barbarzyństwa: grubiaństwa, prostactwa, wulgarności, słownej (oby tylko) agresji. Szczególnie tam, gdzie w polityce pojawiają się demagodzy i populiści.

Tu wersalu nie będzie – powiedział proroczo, wkroczywszy w 2001 r. do Sejmu, Andrzej Lepper, nieżyjący przywódca Samoobrony, prototypu partii osobliwego rodzaju: bezideowej w treści i bezczelnej w formie. Dzisiejsze poczynania, frazeologia, narracyjny animusz PiS w najmniejszej już mierze wersalem nie są. Nowa elita władzy przywdziała szaty zbawcy, który podnosi z kolan lud (naród, suwerena), nie tylko oddaje mu głos, ale też twierdzi, że jego głosem przemawia. I z (rzekomo ludowego) prostactwa uczyniła swój oręż. Jakże bolesne są wszystkie te legendarne już epitety: te mordy zdradzieckie, te gorsze sorty, te szmalcowniczki. Obcesowy „bon ton” wydaje się roznosić jak zaraza, przenikać całe życie społeczne. Nic więc dziwnego, że wielu komentatorów polskiej polityki wpadło w pułapkę mechanicznego, łatwego uogólnienia: oto wyniesiony lud ukazuje swoje prawdziwe oblicze, dostaje wszak na to przyzwolenie, więcej – zachętę od nowej elity. Problem, że chamstwo bynajmniej nie jest klasowe ani politycznie naznaczone.

Nieporozumienie

Dlaczego zatem doszło w Polsce do jakiegoś generalnego rozhamowania, by użyć terminu, który ...