POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 41 (3181) z dnia 2018-10-10; s. 86-88

Kultura

Marek Ostrowski

Charles i jego szarm

Aznavour był po prostu Francją – to pierwsze zdanie mowy na pogrzebie narodowym. Ale nim Francuzi przyjęli go za emblemat swojej kultury, był lekceważony i odepchnięty.

Francuzi brali piosenki zmarłego niedawno Charlesa Aznavoura, ale nie zawsze jego samego. Był za niski (160 cm wzrostu), brzydki, miał drażniący głos, zbyt niewdzięczny na piosenki miłosne. Miał w swoim 94-letnim życiu 15-letni okres koncertów zagranicznych i prawie milczenia we Francji.

Był dzieckiem metysażu. To określenie, choć jest i w języku słownika polskiego, we Francji należy do wyrazów potocznych i oznacza mieszankę ras. Metysaż Aznavoura był wieloraki: etniczny, językowy, artystyczny. Rodzice artysty żyli w dwóch kulturach – rosyjskiej i ormiańskiej. Ojciec, śpiewak operetkowy, baryton, był Gruzinem pochodzenia ormiańskiego, mówił po ormiańsku, rosyjsku, turecku, gruzińsku i w jidysz. Matka, aktorka, była Turczynką pochodzenia ormiańskiego. Był tak Francuzem, jak i Ormianinem, jak kawa z mlekiem, raz zlanych nie można już oddzielić – jak napisał we wspomnieniach z 2003 r. Choć nie był w określeniu tożsamości konsekwentny. „Nie znoszę, gdy ktoś mówi, że jestem Ormianinem. Bo jestem Francuzem pochodzenia ormiańskiego” – oświadczył parę lat temu w telewizji.

<...