POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 24 (3013) z dnia 2015-06-10; s. 96-98

Ludzie i style

Mariusz Herma

Chinternet

Im dostęp do naszej sieci blokuje władza, nam wgląd w poczynania 700 mln chińskich internautów ogranicza bariera językowa. Jak wygląda internet po drugiej stronie muru?

Na koszulkach, torebkach, plecakach – wszechobecna wieża Eiffla. Na ulicach głównych metropolii nowe modele bmw, audi czy porsche. Pomiędzy sklepami zachodnie kawiarnie (Starbucks, Costa), lodziarnie (Häagen-Dazs), restauracje (McDonald’s, KFC). W krajobrazie chińskich miast przybyszowi z Zachodu zabraknie tylko jednego: znajomych internetowych marek. Z zachodnimi iPhone’ami w dłoniach Chińczycy przeglądają sieć, której Zachód nie zna. – Internet w Państwie Środka określany jest niekiedy terminem chinternet. Część badaczy nazywa go wręcz wielkim intranetem – mówi Marcin Łaśko, badacz chińskiej sieci, której poświęcił pisany właśnie na Uniwersytecie Warszawskim doktorat.

O inności internetu w Chinach zadecydowały dwa elementy: cenzura i język. W piśmie chińskim już pojedynczy znak bywa nośnikiem znaczenia, słowem. Powinno to wpłynąć na większą kondensację informacji na stronach internetowych i łatwiejsze nawigowanie. – Ale w praktyce wcale tak nie jest. Ergonomia i przemyślana realizacja nie są priorytetami, przynajmniej tego nie widać – śmieje się Wiesław Borkowski, który kończy właśnie studia na Akademii Sztuk Pięknych w Hangzhou.

Załączniki

  • Ruch w sieci

    Ruch w sieci