POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 8 (2181) z dnia 1999-02-20; s. 38-40

Świat

Hanna Hartwig

Chłopi na rynku

Reformy spotykają się z oporami, to normalne. Jesteśmy obecnie w trakcie dyskusji politycznych. Jestem przekonany, że na końcu wyłoni się z nich możliwy do zrealizowania kompromis, który uwzględni należycie wiele różnorodnych interesów wewnątrz UE. Dla wszystkich 15 państw członkowskich jest sprawą bezsporną, że nie tylko musi, lecz również powinno dojść do rozszerzenia Unii. Dla wszystkich zainteresowanych jest też jasne, że to ogromne przedsięwzięcie pociągnie za sobą koszty.

Czy oczekiwane rozszerzenie Unii na wschód będzie rzeczywiście najtrudniejsze z dotychczasowych - zwłaszcza w dziedzinie rolnictwa? Byłaby to zła wiadomość dla Polski, gdzie mieliśmy właśnie do czynienia z demonstracją chłopskich lęków i żądań.

Faktem jest, że sektor rolny stanowi ogromne wyzwanie. W samej tylko Polsce ponad jedna czwarta ogółu zatrudnionych pracuje w rolnictwie, podczas gdy w UE - tylko ok. 5 procent. Również wszystkie struktury - czy to w produkcji rolnej, w przemyśle przetwórczym, czy też w administracji - jeszcze nie dojrzały do Europy. Ale również rozszerzenie Unii na południe o Grecję, a później Hiszpanię było trudne, lecz przecież możliwe do przeprowadzenia. Dlatego jestem przeciwny uznawaniu rolnictwa za przeszkodę na drodze do rozszerzenia.

Rolnictwo Unii Europejskiej znane jest z wysokiej wydajności - coraz trudniej jest sprzedać nadwyżki płodów rolnych. Jakie widzi pan na rynku europejskim szanse dla polskich chłopów, którzy przecież nie produkują niczego takiego, czego by UE już nie miała? Nie hodujemy przecież bananów...

I chwała Bogu, ...