POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 40 (2725) z dnia 2009-10-03; s. 20-22

Kraj

Tomasz Wołek

Chłopiec z Placu Broni

Jarosław Kaczyński jest samotny. Widać to było na ostatnim kongresie PiS w Warszawie. Tylko prezes występował przed kamerami, same obrady były zamknięte, tak jak usta pozostałych działaczy ugrupowania, którzy w komentarzach nie wychodzili poza chwalenie szefa.

Wbrew wcześniejszym prognozom kongres PiS niewiele zmienił. W nowym statucie partii prezes nie oddaje najmniejszego kawałka swojej władzy. Pozostało to, co nawet Jacek Kurski nazywa ironicznie – czy może nie – centralizmem demokratycznym. Nikt nie może wyrosnąć przy Kaczyńskim, tak jakby mówił, że partia to on, a reszta to techniczna obsługa jego idei. I tak prezes brnie w samotność, którą konsekwentnie buduje od lat.

Tak go zapamiętał publicysta „Polityki” Mariusz Janicki. W połowie lat 90. umówił się na wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, naówczas prezesem Porozumienia Centrum, partii po przejściach i rozłamach, wegetującej na marginesie wielkiej polityki. Zapuszczona siedziba PC sprawiała wrażenie dość przygnębiające; biednie, pusto, w środku żywej duszy, nawet telefon wyłączony. I tylko samotny jak palec Jarosław Kaczyński.

1

Jednakże samotnym bywa się również w chwili triumfu. Oto inna fotografia. Wybory w 2005 r., wielkie zwycięstwo PiS. Ogłoszenie wyników śledzi na telewizyjnym ekranie trzech ludzi. Na pierwszym planie Jarosław Kaczyński. ...