POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 108-113

Na własne oczy

Anna Tyszecka

Choćby na trumnie, byle do Wrocławia

Do Wrocławia, Europejskiej Stolicy Kultury 2016, jeździ z Berlina weekendowy Kulturzug – Pociąg do Kultury, oblegany przez Niemców. Co ich tak pociąga w tym pociągu?

W sobotni poranek berliński Ostkreuz, węzeł komunikacyjny we wschodniej części miasta, ma w sobie coś z atmosfery przeboju Młynarskiego „Niedziela na Głównym”. Ale to nie pozostanie na dworcu, ale podróż Pociągiem do Kultury zda się obiecywać sposób na wszystkie smutkisfanatyzowanych islamistów, Brexit czy nawet kłótliwych sąsiadów. Ech, uciec, choćby na dzień – do Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Jacek Głaszcz rozgląda się po peronie. Czeka na nim tłumek pasażerów w pogodnych nastrojach, życzliwych światu i ludziom. Są wśród nich dojrzali panowie i panie, którzy energicznie stawiają czoła emeryctwu, jednocząc się w weekendy na wspólnych eventach. Są stateczne pary małżeńskie i rodziny z dorastającymi dziećmi. Najmłodszą wiekowo grupę tworzą artyści wyróżniający się stylem bycia i strojem. Para obok zastanawia się, czy krótki pociąg pomieści wszystkich chętnych. Bileterka radziła im wsiąść na pierwszej stacji w Lichtenbergu, bo już na następnej – właśnie na Ostkreuz – może być tłoczno, ...