POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 41 (2266) z dnia 2000-10-07; s. 15-16

Wydarzenia / Sydney 2000

Tomasz GorazdowskiMichał Olszański

Chód i młot

Igrzyska w Sydney zakończone

To były dobre igrzyska. Organizatorzy zrobili rzeczywiście wszystko, żeby trwające przez 16 dni zawody można było zaliczyć do udanych. Żartowano, że nie pomyśleli tylko o ćmach, które czasami przeszkadzały – głównie widzom – lecąc np. do świecących nad stadionem olimpijskim jupiterów.

Na sukces Sydney złożyła się ciężka praca rozpoczęta lata przed igrzyskami jak i ta wykonana podczas samych zawodów. Australijska policja od dawna starała się rozpracować wszelkie organizacje terrorystyczne, które mogłyby w igrzyskach przeszkodzić. I udało się. Na 27 arenach olimpijskich porządku pilnowało 13 500 osób, z tego 5000 policjantów. To w sumie niedużo, ale Australijczycy i goście zdali egzamin. Z milionów, które poruszały się po mieście, podczas całych igrzysk aresztowano tylko 20 osób i to głównie dlatego, że przesadziły z alkoholem.

Słowa uznania należą się również wolontariuszom, bez których te igrzyska trudno byłoby sobie wyobrazić. Ich uczynność, ciepło i chęć pomocy docenili szefowie Komitetu Organizacyjnego Igrzysk Sydney 2000. Na ceremonię zamknięcia dla wolontariuszy przeznaczono dodatkowe 5000 biletów, we wtorek odbyła się w centrum Sydney parada uliczna wszystkich, którzy pomagali przy zawodach, a gazety drukują nazwiska 48 tys. zarejestrowanych wolontariuszy.

Niestety, igrzyska w Sydney pozostaną w naszej pamięci również z powodu afer dopingowych. ...

Przewodniczący Komisji Medycznej MKOl dr Alexander książę de Merode:

Jak ocenia pan igrzyska?

Jestem usatysfakcjonowany. Po pierwsze znakomitą organizacją tej imprezy. Po drugie widownią. Ci ludzie, którzy przychodzą na stadiony, są wspaniali. Po trzecie wreszcie nie są to igrzyska odizolowane od społeczeństwa Australii. Ten naród utożsamia się z olimpiadą. Na każdym kroku odczuwałem zainteresowanie i chęć pomocy. To były dobre igrzyska.

Pojawiają się jednak głosy, że nie wszystko było w porządku. Że są to igrzyska hipokryzji.

Rozumiem zarzuty. Były sugestie, że nie potrafimy skutecznie walczyć z dopingiem, że tylko częściowo udało się rozpoznać stosowane środki. Często słyszałem też zarzuty, że za dużo się mówi, a za mało robi. Są nawet takie głosy, że nigdy tej plagi nie da się wyeliminować. Tu w Sydney pokazaliśmy, że nie stoimy w miejscu. To co było skrzętnie skrywane, w dużej mierze zostało odsłonięte. I mam wrażenie, że mocno ściągamy ten koc. Cieszy mnie to, że ludzie powoli rozumieją, że pozytywne wyniki testów nie są katastrofą całego sportu. Podjęliśmy ważne decyzje, nasze sukcesy w walce z dopingiem pokazują sportowcom, że z tej drogi nie ma odwrotu.

Niektóre bitwy są wygrane, to prawda. Czy będzie wygrana wojna? Proszę spoj-rzeć na eksplozje rekordów w pływaniu. Czy to były czyste rekordy? Czy można w pół roku poprawić o 3 sekundy wyniki na dystansie 200 m?

Jestem zaskoczony niektórymi wynikami, ale nie mogę ich podważać. Robiliśmy wiele testów po pływaniu i nie było pozytywnych wyników. Ja wiem, że stosowany jest hormon wzrostu i to jest metoda dla oszustów. Ale uprzedzam, wiemy coraz więcej. Na początku tej drogi mogliśmy wykrywać tylko 3 rodzaje amfetaminy. Dziś kontrolujemy 80 proc. tego środka będącego na rynku.

Nie za dużo optymizmu?

Jestem rozsądnym optymistą, bo przecież zdaję sobie sprawę, jakie zagrożenia niosą badania genetyczne. Medycyna na tym polu rozwija się rewolucyjnie. Dla sportu jest to groźne, trzeba to kontrolować w sensie etycznym, nad tym pracujemy. Mamy przegląd sytuacji na tym polu i chociaż wygląda to na zadanie nie do wykonania, znajdziemy sposób na wykrywanie genetycznych oszustw. Można przecież wykrywać obce komórki w organizmie człowieka.

Inne zagrożenie związane jest z komercjalizacją sportu. Czy nie za dużo dziś w sporcie pieniędzy?

Widzę dwa poważne zagrożenia ruchu olimpijskiego. Komercjalizacja i upolitycznienie. Problem polega na utrzymaniu równowagi. Sport bez pieniędzy nie ma szans istnienia. Potrzebne są nowe, coraz bardziej nowoczesne i bezpieczne stadiony, nowy sprzęt. Chcemy dać możliwość uprawiania sportu przez szerokie rzesze ludzi. Zależy nam na politykach, są bowiem sytuacje, kiedy bez ich pomocy niczego nie zdziałamy. Musimy tylko uważać, by nie dać się zjeść, bo każda władza jest zachłanna. Ale potrzebujemy zarówno władzy, jak i pieniędzy po to, by wspierać sport.