POLITYKA

Sobota, 19 stycznia 2019

Polityka - nr 2 (3193) z dnia 2019-01-09; s. 31-33

Społeczeństwo

Edyta Gietka

Chorzy zawodowo

Ponieważ z fantomem – manekinem edukacyjnym – nie było kontaktu, ludzkich odruchów uczą medyków żywi symulanci.

Scenka: Do lekarza przychodzi Marian, lat 46. Skarży się na biegunkowe stolce, prezentuje brzuch wzdęty i tkliwy. Pytany o zażywane leki odpowiada, iż coś tam łyka. Zjada wszystko, co mu żona uszykuje w pudełeczka. Pacjent uległy.

To tylko skecz, lecz odgrywany na potrzeby wyższe. Unijni eksperci zauważyli, iż adeptom medycyny, wkuwającym anatomię z podręczników, już nie wystarczą plastikowe atrapy do ćwiczeń, czyli fantomy. Co z tego, że uczą się na piątkach, skoro później nie potrafią nawiązać kontaktu z żywym, nieprzewidywalnym człowiekiem? Scenki między sobą odgrywali już wcześniej, ale fakt, iż się znali, powodował uśmieszki, flirty oraz niedelikatności przy zabiegach. Przeznaczono więc granty na tzw. kompetencje miękkie, czyli naukę ludzkich odruchów za pomocą zatrudnionych symulantów. To osoba dobrego zdrowia, zdolna tak realistycznie odegrać dolegliwości, by przekonać studenta, że ma on do czynienia z chorym. Zważywszy na liczbę ofert, przyszłościowy zawód.

Sito, czyli postawa symulanta

Scenka: Do gabinetu w Zabrzu zgłasza się Mieczysław, lat 67. Ma dusznoś...