POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 5 (5) z dnia 2016-05-11; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 22. Dusza i ciało; s. 6-10

Psyche i soma

Ewa Wilk

Ciało na wynos, dusza na sprzedaż

W jakim stopniu kultura, popkultura, ba, nawet gospodarka kształtują nas psychicznie i fizycznie. Jak uciec spod presji

Jak człowiekowi współczesnemu układają się relacje z własnym ciałem? Pytanie zrazu może wydawać się dzieleniem włosa na czworo. Prawdopodobnie znikoma liczba ludzi zastanawia się na co dzień nad swoimi odczuciami i postępowaniem wobec wątroby, serca, jelit czy zewnętrznej powłoki skórnej (średnio 1,6 m kw. u kobiety, 1,8 – u mężczyzny). A przecież jakże często, zwłaszcza gdy coś szwankuje, przyprawiają one o silne emocje: rozczarowanie, wściekłość, zawiść – bo inni mają lepsze, sprawniejsze; bo gdyby tylko los dał mi dłuższe nogi, mniejszy obwód w pasie…

Składanie winy na ciało za życiowe niepowodzenia. Zaniedbywanie go na przemian ze stawianiem wygórowanych, idealistycznych oczekiwań. Stosowanie absurdalnych środków dopingu (leków psychiatrycznych, dopalaczy, alkoholu). Nadużywanie jego sił. Oto znaki naszych czasów. Być może za pół tysiąca lat nasi potomni będą ze zdumieniem kręcić głowami na te powszechne dziś praktyki, tak jak my reagujemy na średniowieczne zwyczaje umartwiania się, rwania skóry na strzępy w trakcie autobiczowania czy też życia tak „zgodnego z naturą”, że aż z wykluczeniem elementarnej higieny.

Bo relacje człowieka z własną duszą i ciałem, to, jak się on postrzega i kreuje, w ogromnej mierze zależy od czasów, w jakich żyje, od obowiązujących w jego kulturze wierzeń i przekonań, od lansowanych wartości. Kim zatem jesteśmy my – ludzie współcześni? Jakim presjom jesteśmy poddani?

My, ponowocześni

Prof. Zygmunt Bauman już 20 lat temu w eseju „Ponowoczesne przygody ciała” z właściwą sobie przenikliwością opisał stosunek cywilizacji do ludzkiego ciała i fascynującą, diametralną zmianę w tym względzie, jaka nastąpiła pomiędzy niedawną epoką przemysłową a tą, w której przychodzi nam żyć, czyli właśnie ponowoczesnością. Wobec człowieka – aktora na scenie życia społecznego i gospodarczego – czasy stawiają określone wymagania, konstruują go do pożądanej roli. W epoce przemysłowej do roli robotnika lub żołnierza, co stało się udziałem większości, potrzebna mu była przede wszystkim energia wytwarzana w miarę systematycznie, w miarę możliwości bez zmęczenia. Taki aktor powinien był być zdyscyplinowany, odporny na monotonię czynności zawodowych. Jego działania musiały być regularne, podatne na regulację, a przede wszystkim zsynchronizowane z innymi. Człowieka udatnie skonstruowanego na miarę ówczesnych czasów cechowało przede wszystkim zdrowie. Pojęcie zdrowia, pisze Bauman, oznaczało zatem silne, energiczne ciało, harmonijnie współdziałające z innymi. Natomiast wątłość, brak energii, chaotyczność działań, niezdolność dopasowania się do ogólnego rytmu uznawano za symptomy patologiczne, wymagające interwencji lekarskiej lub psychiatrycznej.

Tak wyglądała presja kulturowa, jakiej podlegały pokolenia naszych pradziadów, dziadków, a nawet jeszcze rodziców. Stąd pewnie pokutuje do dziś w babciach starszej daty przekonanie, że zdrowe dziecko to rumiany i upasiony bobas, stąd ich większy lament nad bladością i szczupłością nastolatek niż nad ich chorobliwą otyłością. Z tamtych czasów pochodzą wzorce regeneracji i wypoczynku (np. zbiorowe wczasy w zakładowych ośrodkach). To wtedy obowiązywały hiperkaloryczne i wysokobiałkowe wzorce odżywiania (trzy posiłki z solidnym połciem mięsa w środku dnia). I krzewiono kulturę fizyczną, której zwieńczeniem bywały owe iście cyrkowe figury gimnastyczne z udziałem kilkunastu osób (tak pięknie okpione w kultowym „Rejsie”) czy rytmiczne parady młodzieżowe uświetniające święta państwowe, z upodobaniem urządzane zwłaszcza w krajach tzw. dyktatury proletariatu, ale bynajmniej nie tylko tam.

W tym wszystkim manifestowała się kultura czasów, gdy – jak pisze Bauman – człowiek nie był osobną całością. Aby powstała całość zdolna do funkcjonowania i przetrwania, musiał on powiązać się z innymi jednostkami ludzkimi.

Ponowoczesność zgoła inaczej zdefiniowała rolę człowieka – aktora. „Jednostki ludzkie kształtowane są przede wszystkim pod kątem spożywczo-ludycznym”. Innymi słowy, dziś mamy być przede wszystkim konsumentami i ludźmi zabawy. Chronicznie powinniśmy szukać nowych doznań i przeżyć. Mamy być spontaniczni, plastyczni i elastyczni. Już nie zdrowie, lecz sprawność stała się centralną kategorią opisującą „udaną konstrukcję naszych czasów”. Owa sprawność oznacza zdolność nieustannego chłonięcia nowych wrażeń i bodźców, twórczego reagowania na nie, umiejętność działania w szybko zmieniającym się otoczeniu. Natomiast symptomy niesprawności, pisze filozof, to sflaczałość cielesna, zwiotczenie duchowe, melancholia, przesycenie doznaniami i konsumpcją. W naszym ponowoczesnym świecie to one właśnie wymagają „interwencji w postaci lekarstw, ćwiczeń, reżymu dietetycznego, psychologicznego poradnictwa lub psychiatrycznej interwencji”.

Do tego kultu sprawności wielu psychologów i badaczy z innych dyscyplin społecznych dodałoby z pewnością jeszcze kult skuteczności. Człowiek ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]