POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 13 (2698) z dnia 2009-03-28; s. 104-105

Świat

Tomasz Zalewski

Ciąża z marżą

Mieszkanka Kalifornii Nadia Suleiman powiła ośmioraczki, drugie w historii Ameryki. Po raz pierwszy na świecie wszystkie przeżyły poród. Ale wydarzenie wywołało wielką awanturę.

Jakoś nie widać powszechnej radości, prezydent nie wysyła życzeń, do domu błogosławionych narodzin nie płynie lawina gratulacji i prezentów. Nie bez powodu – matką urodzonych w styczniu niemowląt jest 33-letnia, samotna i bezrobotna, mieszkająca z rodzicami kobieta. Dzieci zostały poczęte in vitro, z założeniem, że może ich się urodzić kilkoro – chociaż matka Nadia Suleiman przedtem już urodziła sześcioro. Teraz ma ich 14. A więc szaleństwo i infantylna nieodpowiedzialność – ale nie tylko. Historia z ośmioraczkami to dzwonek alarmowy dla całego amerykańskiego systemu wspomagania naturalnej reprodukcji.

Nadia bardzo chciała mieć dzieci, ale okazało się, że nie może zajść w ciążę. Po krótkim, zakończonym rozwodem, małżeństwie zdecydowała się na leczenie bezpłodności. W odstępie kilku lat urodziła sześcioro dzieci. Najstarsze ma już siedem lat. Nadia zapragnęła jednak więcej. Mówi, że w dzieciństwie czuła się izolowana i dzieci mają jej zrekompensować ówczesną samotność. Podobno na jej prośbę dr Michael M. Kamrava z kliniki w Beverly Hills wszczepił jej sześć embrionów. Dwa z nich podzieliły się i dlatego w szpitalu Kaiser Permanente w Los Angeles 26 stycznia urodziło się ośmioro. Dawcą spermy – podobno, bo w całej historii są jeszcze niejasności – jest ojciec poprzednich sześciorga dzieci Nadii, ale nie jej były mąż.

Fakt, że wszystkie ośmioraczki, choć urodzone przedwcześnie, żyją, jest szczęśliwym zrządzeniem losu, ale wiadomo, że im więcej dzieci rodzi się za jednym razem, tym większe ryzyko wad genetycznych i chorób. Ze znanych na świecie urodzeń ośmioraczków nie zdarzyło się dotąd, by któreś z nich nie cierpiało na poważne schorzenia. Suleiman ze swoim lekarzem narazili więc przede wszystkim zdrowie dzieci. Koszt porodu, który przyjmowało 46 osób – około miliona dolarów – pokryje Medical, kalifornijska wersja państwowego ubezpieczenia dla ubogich Amerykanów Medicaid. Przewiduje się jednak, że przyszłe leczenie ośmioraczków – nie mówiąc o koszcie ich odchowania – pochłonie kolejne kilka milionów. Rodzice, na których utrzymaniu Nadia się znajduje, stracili niedawno dom, przejęty przez bank za długi, i ogłosili bankructwo. Rachunki zapłaci więc podatnik.

Nawet matka Nadii Suleiman przyznaje, że jej obsesja macierzyństwa świadczy o umysłowym niezrównoważeniu. (Nadia leczyła się kiedyś na depresję wywołaną pracą w szpitalu psychiatrycznym). Komentujący historię internauci nie mają dla niej pobłażania. Epitety „świr” to łagodniejsze określenia, jakim się ją obdarza. „Dlaczego mamy finansować tę wariatkę” – napisał ktoś. Niektórzy wezwali do jej sterylizacji. Komentator konserwatywnej telewizji Fox News Bill O’Reilly oskarżył ją o „przestępcze narażenie dzieci na niebezpieczeństwo”. Bulwarówki rozpuszczają pogłoski, że Nadia zrobiła sobie operację plastyczną, aby upodobnić się do Angeliny Jolie.

Rodzina Suleiman żyje na razie z cyrku medialnego, który – jak to w Ameryce – błyskawicznie powstał wokół smakowitej story. Za wywiady dla telewizji i tabloidów Nadia inkasuje grube honoraria. Po wyjściu ze szpitala wynajęła agentkę, która miała zająć się zbieraniem umów na książki i scenariusze o ośmioraczkach. Dzięki nowym dochodom Suleimanowie kupili dom za pół miliona dolarów z czterema sypialniami i trzema łazienkami, gdzie matka z 14 dzieci ma się wprowadzić. Opiekę zaoferowała organizacja pielęgniarek ochotniczek Angels in Waiting (Aniołowie w Pogotowiu), specjalizująca się w dzieciach specjalnej troski i sprowadzona przez popularną telewizyjną gwiazdę dr. Phila McGrawa. Do matki rekordzistki dzwonią agenci z Hollywood, proponując występy w telewizyjnym reality show.

Pojawiają się jednak problemy – pierwsza agentka od PR odeszła po otrzymaniu anonimowych pogróżek. Z drugim agentem Nadia się pokłóciła, kiedy nazwał ją chciwą wariatką. Fascynacja cudownym porodem na razie trwa w tabloidowym maglu, ale może opaść. Kontrakty się wtedy skończą i gromadkę dzieci trzeba będzie utrzymywać samemu, czyli korzystając z pomocy państwa. Chyba że matka ośmioraczków okaże się zręczną biznesmenką i pomnoży obecne dochody w równie cudowny sposób, w jaki urodziła. Mitch Albom, autor książki „Wtorki z Morriem”, przestrzega przez naśladowczyniami Nadii. „Będzie cała galeria kobiet, które zafundują sobie wielką liczbę dzieci w nadziei wyrwania pieniędzy, domu, a przede wszystkim przyciągnięcia uwagi kraju” – napisał autor w internetowym wydaniu „Detroit Free Press”.

Ponieważ zapłodnienie in vitro nie gwarantuje udanej ciąży, lekarze wszczepiają zwykle kobiecie więcej niż jeden embrion, co zwiększa szanse urodzenia dziecka. Ze względu na ryzyko związane z porodem wieloraczków amerykańskie Towarzystwo Medycyny Reprodukcyjnej zaleca, by kobietom do 35 roku życia implantować nie więcej niż dwa embriony, a powyżej 40 lat – a takich jest coraz więcej – najwyżej trzy. Wszczepienie Nadii sześciu było rażącym naruszeniem tych wytycznych. Tylko jednak wytycznych – ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]