POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 17 (2190) z dnia 1999-04-24; s. 20

Wydarzenia

Artur Górski

Cień Czarnej Góry

Gdy parlament jugosłowiański podjął niedawno uchwałę o przyłączeniu do Związku Białorusi i Rosji, władze w Czarnogórze, połączonej federacją z Serbią, uznały, że ta decyzja ich nie dotyczy. Bunt malutkiej republiki, który narasta od kilku lat, może stać się zarzewiem kolejnego konfliktu z udziałem serbskich wojsk. Jeśli sprawdzą się zapowiedzi o puczu szykowanym przez Slobodana Miloszevicia przeciwko prezydentowi Czarnogóry Milo Djukanoviciovi, każdy scenariusz stanie się możliwy.

Serbię i Czarnogórę od wieków uważano za dwie siostry. Ta pierwsza była zawsze silniejsza i bardziej wpływowa, natomiast druga, choć niezmiennie pozostawała pod urokiem pierwszej, co jakiś czas starała się przypomnieć o swoich ambicjach. Łączyło i łączy je wiele - dramatyczna historia, język, wspólne sojusze, a przede wszystkim geografia. Ale ta jedność jest w znacznym stopniu pozorna. Spór dotyczy nie tyle wspólnej przeszłości obu krajów, ale przyszłości. Tego, czy 650-tysięczna Czarnogóra dołączy do rosyjsko-białoruskiego sojuszu ze wszelkimi tego konsekwencjami, czy też za jakiś czas stanie się częścią Zachodu.

Konflikt pomiędzy Belgradem a maleńką Podgoricą, stolicą Czarnogóry, zaostrzył się na początku serbskich czystek etnicznych w Kosowie oraz w trakcie operacji wojskowej NATO, gdy prezydent Miloszević postanowił obsadzić najważniejsze stanowiska w Czarnogórze swoimi ludźmi. (Sam zresztą pochodzi z Czarnogóry). Sygnałem ostrzegawczym stało się mianowanie bliskiego Miloszeviciowi generała Milorada Obradovicia dowódcą wojsk jugosłowiańskich w Czarnogórze. Kontyngent wojsk federacyjnych liczy tam 22 tys. żołnierzy i wobec 10 tys. policjantów czarnogórskich stanowi pokaźną ...