POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 18-20

Polityka

Tomasz Nałęcz

Cień prezydenta

Prezydent Andrzej Duda lubi obsadzać się w roli sukcesora prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Po trzech latach na urzędzie widać, jak niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością.

Obecny gospodarz Pałacu, choć to jego podpisy widnieją na najważniejszych dokumentach, w rzeczywistości wyrzekł się prezydenckiej podmiotowości i suwerenności. Tylko wykonuje i firmuje rozstrzygnięcia, które tak naprawdę podejmuje wszechpotężny szef państwa, jakim od jesieni 2015 r., z pogwałceniem przepisów konstytucji, jest Jarosław Kaczyński. Wprawdzie i w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego Jarosław odgrywał dużą, niezakorzenioną w konstytucji, rolę, ale zasadniczo różniło się to od obecnych praktyk. W obu układach panują bowiem zupełnie inne emocje. Lecha, jak to z bliźniakami bywa, Jarosław bezgranicznie kochał. Andrzejem Dudą pomiata.

Niewiele zrozumie się z prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jeśli nie uwzględni się najważniejszego, kształtującego ją czynnika, czyli bliźniaczej więzi spajającej obydwu braci. Biologiczne uzależnienie sprawiło, że obydwaj w swoich politycznych i państwowych rolach nie byli suwerenni. Od jesieni 2005 r., czyli od wygrania przez PiS wyborów parlamentarnych i prezydenckich, razem rządzili Polską.

Nie chodzi tylko o to, że Lech ...