POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 6 (2284) z dnia 2001-02-10; s. 100-105

Na własne oczy

Wojciech Markiewicz

Ciepło, ciepło

Gdy zima zaczyna mazać wzorki na szybach, jedni, a jest ich z roku na rok coraz więcej, jadą się ogrzać do ciepłych krajów. Bezdomni, a jest ich z roku na rok jeszcze więcej, szukają byle jakiego ciepłego kąta. Zaludniają kanały, węzły ciepłownicze, dworce, klatki schodowe, strychy, noclegownie. A wszyscy pozostali szukają domowego ciepła, utrzymując z sąsiadami i znajomymi ciepłe stosunki i marząc o ciepłych posadach, gdzie za pracę płacą im ciepłą ręką.

– Głód można oszukać, zimna się nie da – Marek Kotański stwierdza to na podstawie wielu lat obserwacji; w jego 157 domach pomocy, noclegowniach i innych przytuliskach mieszka dzisiaj ponad 12 tys. ludzi. – A ponieważ zimna nie da się oszukać, jest ono dla człowieka bardziej dotkliwe niż głód. Za ścianą w szpitaliku w Centrum Pomocy Bliźniemu przy ul. Marywilskiej w Warszawie lekarka amputuje właśnie bezdomnemu odmrożone palce u prawej nogi. – A tej zimy nie było przecież jeszcze, odpukać, silnych mrozów – mówi Kotański, który liczbę bezdomnych w Polsce szacuje na pół miliona.

Pod ziemią, przy rurach

Mamy tu zawsze plus 20 stopni albo i więcej – Jurek, 47 lat, rozbiera znaleziony na śmietniku silnik elektryczny oddzielając droższą w skupie miedź od tańszego metalu. Jurek od pięciu lat mieszka w komorze ciepłowniczej, 300 metrów za płotem Elektrociepłowni Żerań w Warszawie. Między supermarketem Auchan i Leroy Merlin a ul. Elektronową jest największe na Pradze Północ podziemne osiedle. ...