POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 116-121

Na własne oczy

Mariusz Czubaj

Cios kończący

W Starej Wsi, między Piotrkowem Trybunalskim a Kielcami, powstaje największe na świecie <>dojo do ćwiczeń tradycyjnych sztuk walki. Honorowym patronem przedsięwzięcia jest Lech Wałęsa, który kiedyś obiecał Polakom drugą Japonię.

Początek treningu. Siad japoński, półprzymknięte oczy. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Koncentracja i gromadzenie energii. Ukłon w stronę portretu Gichina Funakoshiego, twórcy karate. Jak mawiał mistrz, karate zaczyna się i kończy uprzejmością.  

Dojo, czyli miejsce

Dojo, sala do treningu tradycyjnych sztuk walki, oznacza w języku japońskim „miejsce, w którym się rozpoczyna”. Zaczyna się nie tylko mozolny trening fizyczny, ale, jak mówi Włodzimierz Kwieciński, dziś jeden z największych autorytetów karate tradycyjnego na świecie, rozpoczyna się przede wszystkim kształtowanie charakteru.

Karate po polsku zawdzięczamy, poniekąd, Jerzemu Grotowskiemu. Kwieciński doskonale pamięta ten moment: – Był początek lat 70. Mój znajomy Andrzej Juśkiewicz, z którym trenowałem judo, spotkał w łódzkim tramwaju Japończyka. A że uczył się z książek języka japońskiego, postanowił wypróbować swoje umiejętności i zapytał nieznajomego o godzinę. Tak się zaczęło.

Japończyk ów, Chiyomaro Shimoda, przyjechał do Polski zafascynowany tym, co widział&...