POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 31 (2204) z dnia 1999-07-31; s. 15

Wydarzenia

Jagienka Wilczak

Ciuciubabka

W środku Europy mamy republikę bananową: w powszechnej opinii od 20 lipca prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko jest tylko uzurpatorem. Legalność jego władzy kwestionują organizacje międzynarodowe i demokratyczne stolice świata. Europa nie ćwiczyła dotychczas takiego wariantu, dlatego nikt naprawdę nie wie, jak będą dalej wyglądały stosunki dyplomatyczne z Mińskiem.

Żaden przytomny polityk w Mińsku czy Brukseli nie oczekiwał, że 20 lipca Łukaszenko pożegna się z urzędem. On sam też nie miał takiego zamiaru. Nie po to dokonał manipulacji z referendum w 1996 r., przedłużając swą kadencję do 2001 r., żeby nagle okazać słabość. (Przypomnijmy: referendum z listopada 1996 r. ogłoszono jako sondażowe, a potem władza uznała je za obowiązujące, a wynik przesądzony był na wiele dni przed głosowaniem). Nikt też nie oczekiwał, że Siamon Szarecki, przewodniczący opozycyjnej Rady Najwyższej, wkroczy tego dnia do pałacu prezydenckiego i oświadczy: - Sasza, mieniajemsia. Konstytucja z 1994 r. takie uprawnienia Szareckiemu dawała; ponieważ w tegorocznych majowych wyborach (uznanych przez prezydenta za nielegalne) nie wyłoniono następcy Łukaszenki, więc funkcję szefa państwa po upływie kadencji powinien przejąć Szarecki właśnie. Mimo to pilnie przyglądano się wydarzeniom w Mińsku.

Sytuacja jest schizofreniczna. Funkcjonują dwa parlamenty: XIII kadencji, nie uznawany przez prezydenta, działa w podziemiu, ale jest uznawany przez wspólnotę międzynarodową, OBWE i&...