POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 41 (2214) z dnia 1999-10-09; s. 17

Wydarzenia

Paweł Tarnowski

Ciuciubabka

W minionym tygodniu, jak zwykle w ostatniej chwili, rząd przyjął projekt budżetu państwa na 2000 r. i przesłał go do Sejmu. Zanim parlament go uchwali, stanie się przedmiotem - oby wnikliwych - analiz, grupowego lobbingu i politycznych zmagań. Zajęcie jest żmudne, ale wyjątkowo ważne. Dzieli się przecież największe pieniądze, jakie są w Polsce do wydania.

Ostatni szlif rządowego projektu Rada Ministrów robiła tuż po przedstawieniu przez premiera Buzka planu pracy rządu na najbliższe dwa lata. Zapowiedziano w nim m.in. zwiększenie bezpieczeństwa obywateli, naprawę reform: edukacyjnej, zdrowia i emerytalnej, pomoc wsi w przekształceniach i wzmożenie tempa przygotowań do członkostwa w Unii Europejskiej. Rząd chciał pokazać, że nie są to deklaracje gołosłowne, wobec czego priorytetowym dziedzinom dołożono nieco środków, ale w sumie znany już wcześniej projekt przyszłorocznego budżetu niewiele się zmienił.

W tym roku stosunkowo niewielu ekonomistów krytykuje projekt budżetu za tzw. makroproporcje, podstawowe założenia służące później do wyliczeń spodziewanych dochodów. Zadanie osiągnięcia w 2000 r. wzrostu produktu krajowego brutto o 5,2 proc. zduszenia inflacji do 5,7 proc., czy spadku podstawowych stóp procentowych do 12 proc. (o ich wysokości decyduje Rada Polityki Pieniężnej) uznano za bardzo ambitne, ale ciągle realistyczne. Najwięcej wątpliwości wzbudziła prognoza kursu walutowego, z której wynika, że relacje między złotym a&...