POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 25 (2355) z dnia 2002-06-22; s. 61-64

Gospodarka

Mariola Balicka

Cło na całe zło

Czy podatek importowy uratuje polskich producentów?

PSL odgrzało swój dawny pomysł. Od kilkunastu dni w Sejmie leży projekt wprowadzenia podatku importowego. Miałby on zwiększyć ochronę rodzimych producentów przed zagraniczną konkurencją i zasilić budżet miliardami złotych.

Stronnictwo chciałoby wprowadzić podatek od 1 sierpnia br. na półtora roku. Przez pierwsze dwanaście miesięcy miałaby obowiązywać stawka 5-proc., naliczana od wartości importowanego towaru i należnego cła. W ostatnim półroczu zostałaby ona obniżona do 3 proc. Na podatku budżet zarobiłby w tym roku 4 mld zł, a w przyszłym 8 mld zł. Precyzja tych rachunków jest tyle imponująca co niewiarygodna choćby dlatego, że nie sposób dzisiaj wyszacować, na ile wprowadzenie podatku ograniczyłoby import, a więc płynące zeń do budżetu dochody.

Lansowany przez PSL projekt wprowadzenia podatku importowego już od początku tego roku napotkał zdecydowany i skuteczny opór SLD. Natomiast idea ta z pewnością bliska jest ugrupowaniom parlamentarnym żywiącym niezłomne przekonanie, że Unia Europejska uczyniła z Polski wyłącznie rynek zbytu dla swoich nadwyżek, co wyniszcza naszych producentów i rodzi bezrobocie. Ta głęboka wiara nie daje się złamać statystykom, które pokazują, że jak na kolonialny rynek zbytu nasz przywóz jest ciągle bardzo skromny. Z&...

Kto zasypie dziurę

W ubiegłym roku polski import wyniósł 50,3 mld dol., eksport 36,1 mld dol., a ujemne saldo, licząc w cenach bieżących, spadło do 14,2 mld dol. Najważniejsze, że w ciągu ostatnich dwóch lat eksport rósł znacznie szybciej niż import. Dzięki temu deficyt w obrotach w handlu towarami i usługami zaczął wreszcie maleć. Na razie nie ma powodu, by ta tendencja musiała się zmienić.