POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 47 (3137) z dnia 2017-11-22; s. 102

Felietony / Passent

Daniel Passent

Co by tu jeszcze zburzyć?

Trwają prace nad przywróceniem w Warszawie stanu z 1944 r., przed wkroczeniem sowieckich zaborców i socrealistycznej architektury. – To były piękne czasy. Aleje Ujazdowskie już nie nazywały się „Adolf Hitler Alee”, a jeszcze nie nosiły imienia Józefa Stalina, które komuniści wkrótce im nadali – powiedział nam młody historyk, zbliżony do IPN. – Taaak, to były piękne czasy – przyznałem. Pamiętam Warszawę powojenną. Nie było Pałacu Kultury, nie było placu Konstytucji, ba, nie było jeszcze tej konstytucji. Nie było ohydnych bloków za Żelazną Bramą. Oko cieszyły gruzy, rumowisko po horyzont, Warszawa w ruinie – to był piękny widok, można powiedzieć „budujący”. Było co podziwiać i snuć plany odbudowy. Niestety, w samym sercu stolicy, pod nadzorem Sowietów postawiono tak zwany Pałac Kultury i Nauki, a faktycznie pomnik Stalina, symbol radzieckiej okupacji.

Nic dziwnego, że najtęższe umysły, takie jak umysł Radosława Sikorskiego, Mateusza Morawieckiego (już od dziecka, 40 lat temu marzył o zburzeniu pałacu), Jarosława Gowina, wiceministra obrony Kownackiego, ...