POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 44 (2729) z dnia 2009-10-31; s. 50-51

Rynek

Joanna Solska

Co by tu kupić?

Na polskim, podobno suchym, rynku finansowym 5–8 mld euro czeka na okazje. Inwestorzy szukają firm, które warto kupić. Wysyp „afer” temu nie służy.

Do tych, których głowa boli od nadmiaru, należą dziś ogromne, bo zarządzające 4 bln dol., państwowe fundusze krajów OPEC, BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) oraz Norwegii i Singapuru – wylicza Piotr Kuczyński z firmy doradczej Xelion. To tak zwane SIF (Sovereign Investment Funds). Dysponują przede wszystkim pieniędzmi państwowych rezerw dewizowych i – ponieważ spodziewają się spadku wartości dolara – woleliby je zainwestować w przedsięwzięcia gospodarcze. SIF drobnicą się nie interesują, mogłyby jednak wziąć udział w prywatyzacji naszych dużych przedsiębiorstw. Afery podsłuchowe skutecznie do tego zniechęcają.

Funduszem państwowym jest także Qatar Investment Authority, który ma do wydania 58 mld dol. Ten sam, który – jako drugi – wyraził wstępne zainteresowanie stoczniami gdyńską i szczecińską, ale szybko zrezygnował. Nie wiadomo też, czy zdecyduje się na udział w prywatyzacji naszej energetyki oraz zakładów chemicznych.

Aleksander Grad, minister skarbu, musi szukać nowych inwestorów, bo starzy zawodzą. Dobrze to ilustrują dane Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Rekordowy, jeśli chodzi o napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, był 2007 r. Wtedy napłynęło do Polski 16,6 mld euro. Rok później było już znacznie gorzej. Suma stopniała do niecałych 11 mld euro. O 2009 r. powiedzieć można, że jest w pełni kryzysowy. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy wpłynęło zaledwie 3 mld euro. – Zagraniczni inwestorzy nie wycofują się z wcześniejszych projektów, ale wstrzymują ich realizację – mówią w PAIiIZ. Nic w tym dziwnego. Pochodzą przecież z krajów najbardziej dotkniętych kryzysem: USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Francji. Pojawili się też Hindusi, najwyraźniej zachęceni przykładem Mittala. Skoro na Europejczyków i Amerykanów nie ma co liczyć, to może rzeczywiście zachęcać inwestorów arabskich? Prywatny inwestor z Kataru właśnie złożył ofertę na kupno trzech wielkich zakładów chemicznych, m.in. Ciechu. Oby się nie zniechęcił. Bez nowych inwestycji trudno marzyć o wzroście liczby miejsc pracy.

Sporo pieniędzy do zainwestowania w naszym regionie Europy mają tzw. fundusze private equity. Dysponują środkami przyszłych zagranicznych emerytów. Lokują w nich i banki, usiłujące pomnożyć oszczędności klientów bankowości prywatnej, a także towarzystwa ubezpieczeniowe. Największy, Mid Europa, ma do wydania ponad 3 mld euro, z czego ponad połowę w Polsce. Podobną kwotą dysponuje Advent International. Oprócz potentatów jest też cała grupa mniejszych funduszy. Szacuje się, że Innova Capital, MCI, Krokus i Avallon rozporządzają w sumie miliardem euro. Żaden z nich nie robi interesów z państwem, wyjątkiem był fundusz Enterprise Investors. Dziś jego szef, Jacek Siwicki, zapowiada, że nigdy więcej! Afery podsłuchowe tylko utwierdziły go w tym przekonaniu. Kilka lat temu EI kupił Zelmera. Firma rozwija się świetnie, ale przez kilka lat kupiec tłumaczył prokuraturze, że nie było żadnego przekrętu.

MCI penetruje małe firmy. Szuka takich, które mają dobry pomysł i szanse na zawojowanie rynku. Fundusze venture capital, do których należy MCI, zakładają, że na 10 inwestycji nawet 9 może okazać się chybionych. Odkują się na tej jednej, która będzie strzałem w dziesiątkę. Szef MCI Tomasz Czechowicz wierzy głównie w spółki internetowe. Łącznie fundusze private equity mają dziś do wydania w Polsce 6–8 mld euro. Do tego doliczyć trzeba pieniądze, które chcieliby zainwestować rodzimi biznesmeni. Np. sporymi środkami dysponuje teraz Zygmunt Solorz. Zdobył je wprowadzając do obrotu giełdowego papiery Cyfrowego Polsatu. Aż 1,5 mld zł, które zarobił na sprzedaży CTL Logistics, chciałby korzystnie ulokować Jarosław Pawluk. Okazji szuka Jan Kulczyk. Dlaczego więc nie kupują?

Monika Morali-Efinowicz, partner w Advent International, przyznaje, że popyt (czyli pieniądze zgromadzone w funduszach) jest ogromny. Równie duża jest podaż, czyli grono atrakcyjnych spółek, w które warto zainwestować. Do tej pory jednak obie strony wstrzymywały się od ruchów, ponieważ zbyt wiele było niepewności. Dopiero od niedawna przeważa opinia, że widać dno kryzysu i można zacząć planować przyszłość. Proces fuzji i przejęć na Zachodzie już się zaczął, wkrótce dotrze do Polski. Sam Advent w Polsce jeszcze niczego nie kupił, ale wrócił wreszcie do rozmów z firmami szukającymi kapitału. Nie ma wśród nich żadnej z grona 800 przedsiębiorstw państwowych, przeznaczonych do prywatyzacji.

Kilkuletnia dobra koniunktura zepsuła rodzący się polski rynek private equity. Jego celem powinno być inwestowanie w spółki po to, by je rozwijać, zwiększać ich wartość. W ostatnich latach już nie trzeba było się wysilać. Wartość firm, nawet słabych, rosła sama, a ceny osiągnęły absurdalne pułapy. – Jeszcze kilka lat temu płaciło się za firmę pięciokrotność jej rocznego zysku powiększonego o amortyzację. Tuż przed kryzysem była to dwudziestokrotność – przypomina Ryszard Wojtkowski z funduszu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]