POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 27 (2357) z dnia 2002-07-06; s. 79-81

Społeczeństwo / Ludzie

Marcin Meller

Co ja mogę

Prezes Procyk, najpotężniejszy człowiek w Olsztynie

Prezesowi olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze trudno właściwie cokolwiek zarzucić, poza tym że – jak sam to zresztą czasem określa – wszystko w Olsztynie może i nikt mu nie podskoczy. Zenon Procyk jest dorodnym owocem tak zwanej spółdzielczości mieszkaniowej, nigdy na dobre nie zreformowanego systemu przydzielania dachu nad głową mieszkańcom polskich miast.

Według samego siebie Zenon Procyk jest niemalże błędnym rycerzem przedsiębiorczości, innowacji, sprawnego zarządzania, a wszystko to dla spółdzielczego ludu, by żyło mu się lepiej, cieplej i radośniej. Prezesowe łydki są podgryzane przez – jak się wyraża – kundelki, za którymi stoją wielkie interesy, konkretnie Miejskie Przedsiębiorstwo Energii Cieplnej (MPEC) i wspierający firmę jej przełożeni – politycy z ratusza.

Oponenci prezesa twierdzą, że to zwykły satrapa, który rządzi, jak chce, a jego władza jest realna, wręcz absolutna, albowiem jej instrumentem jest dobro najwyższej wartości – mieszkanie. Pojezierze to najstarsza i największa spółdzielnia w Olsztynie: 11 tys. członków, 35 tys. mieszkańców – co piąty olsztynianin. W budynkach położonych niedaleko centrum znajdują się setki biur i punktów usługowych. Fundusz remontowy spółdzielni to 8 mln zł rocznie. Paskudne bloki pamiętające Gomułkę i Gierka są zadbane, docieplone, odmalowane, wymieniane są okna, budowane wiatrołapy. O tym lubi mówić prezes. I o rurze.

Zenon Procyk z ...