POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 17 (2190) z dnia 1999-04-24; s. 15

Wydarzenia

Janina Paradowska

Co jest za tym lustrem?

Nastąpił kolejny akt lustracyjnego spektaklu. W poniedziałek, 12 kwietnia, kierownictwo polityczne Akcji Wyborczej Solidarność podjęło uchwałę, że każda osoba na stanowisku, w której przypadku rzecznik interesu publicznego skieruje wniosek do sądu o stwierdzenie prawdziwości oświadczenia lustracyjnego, winna ustąpić z funkcji do czasu wyjaśnienia sprawy. W połowie tygodnia zaczęto plotkować w AWS i w opozycji, a także w mediach, że w rządzie jest siedem takich osób. W czwartek premier, w odpowiedzi na pomówienia posła KPN, zaczął się tłumaczyć, że jest niewinny. Zastępca rzecznika interesu publicznego natychmiast potwierdził, że premier mówi prawdę.

Uchwała została podjęta nieoczekiwanie i w dość tajemniczych okolicznościach. Ostateczny tekst uzgadniano telefonicznie w niedzielę. Chodziło o to, by ukazała się w poniedziałek rano. Podobno AWS została ostrzeżona, że rzecznik interesu publicznego kieruje do sądu wniosek o zbadanie prawdziwości oświadczenia lustracyjnego ważnego polityka. Postanowiono więc wyprzedzić Komisję Krajową Solidarności, która zbierała się w połowie tygodnia i przygotowywała takie właśnie oświadczenie. Ponieważ uchwałę podjęto na wniosek Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, poparty natychmiast przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, pojawiły się spekulacje, że jest to dalszy ciąg porachunków między partiami wchodzącymi w skład Akcji i Ruchem Społecznym AWS, dokładniej zaś rzecz biorąc - między Wiesławem Walendziakiem i jego zwolennikami a wicepremierem Januszem Tomaszewskim. Nieprzypadkowo zapewne nazwisko Tomaszewskiego, jako tego, którego sprawa powinna być szybko wyjaśniona, pojawiło się jako pierwsze w mediach sprzyjających byłemu szefowi Kancelarii Premiera. Tak czy inaczej wszystko zdaje się świadczyć, że uchwałę podejmowano w panice i bez przemyślenia jej skutków.

Jakiekolwiek były rzeczywiste powody tego niezwyczajnego i ...