POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 14 (2498) z dnia 2005-04-09; s. 52-54

Świat / Irak

Magdalena Mughrabi  [wsp.]Adam Szostkiewicz

Co na cokoły?

W Iraku Saddama Husajna kwitł kult jednostki – także w sztuce. Po obaleniu dyktatury zapanował demokratyczny rozgardiasz.

Ta chwila przeszła do historii. Równo dwa lata temu, 9 kwietnia 2003 r., telewizje całego świata pokazały obalenie wielkiego pomnika Saddama Husjana na bagdadzkim placu Al Firdus: symboliczny koniec tyranii, a zarazem początek całkowicie nowej epoki. Otwierał ją amerykański żołnierz, który wdrapał się na pomnik prezydenta i zarzucił mu na twarz flagę USA, ale wkrótce gwiaździsty sztandar został zdjęty, by nie ranić narodowej dumy Irakijczyków.

Tłum mieszkańców Bagdadu zabrał się za demontaż monumentu: nie poszło łatwo ani szybko, trzeba było użyć potężnej stalowej liny ciągniętej przez pojazd wojskowy, aż wreszcie pomnik się poddał – przechylił i runął. Tłum Irakijczyków wiwatował, niektórzy walili o posąg obuwiem – na znak pogardy i pohańbienia.

Saddam Husajn rządził Irakiem jako prezydent od 1979 r., a w praktyce już od przewrotu w 1968 r. W miarę, jak konsolidował władzę w państwie i umacniał wpływy swego klanu z Tikritu, rozbudowywał także kult swej osoby. Ludzie sztuki, którzy ...