POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 18 (2703) z dnia 2009-05-02; s. 42-46

Raport

Martyna Bunda

Co się stało z naszym fachem?

Jak wygląda ostatnie 20 lat w oczach nauczyciela, naukowca, lekarza, adwokata i księdza? Jak się zmieniły ich zawody, ich warsztat pracy? W tym najbardziej dosłownym, technologicznym sensie, ale także jako swego rodzaju misja. Wszak chodzi o zawody pożytku publicznego. O inteligencję, która 20 lat temu pokładała ogromne nadzieje w przełomie politycznym. Czy marzenia się spełniły? Co zawiodło?

Lekarz Grzegorz Luboiński,
19 lat pracy w PRL. Wtedy lekarz w szpitalu powiatowym w Ciechanowie, dziś doktor nauk medycznych, chirurg onkolog, szef pododdziału chirurgii endokrynologicznej w Centrum Onkologii w Warszawie. Marzenie z czasu przełomu: że wraz z końcem PRL zaczną obowiązywać czyste reguły.

Konkretnie, doktor wierzył, że wyruguje się z jego branży feudalizm, a miernota będzie musiała ustąpić talentowi i pracowitości. Marzył, żeby było jak na stypendium w Holandii – tam od wejścia pytają człowieka, który jesteś na liście chirurgów w swoim kraju? Co jest wypadkową dorobku naukowego, szacunku pacjentów i jakości pracy człowieka.

Wtedy. Zachód, gdzie dwukrotnie był na stypendiach, kontra Ciechanów, gdzie dostał nakaz pracy. Tam igły jednorazowe, nici chirurgiczne do wyboru, tu odwoływanie operacji z powodu braku butaprenu do klejenia rękawic jednorazowych. Tam harówka po to, by jak najwięcej nauczyć się w krótkim czasie, tu też, bo trzech lekarzy na dyżurze i czasem nawet ...