POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 37 (3177) z dnia 2018-09-12; s. 36-37

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Co wolno wojewodzie

Uznał słowa działacza ukraińskiego za prowokacyjne i haniebne. Po czym złożył wniosek do prokuratora z IPN o jego ściganie.

Co tak wzburzyło wojewodę lubelskiego Przemysława Czarnka? Uroczystości upamiętniające ofiary akcji tzw. prewencyjno-odwetowej Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich dokonanej w marcu 1944 r. w miejscowości Sahryń. 8 sierpnia przemawiał tam prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, a po nim prezes lubelskiego Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorz Kuprianowicz.

Działacz z Lublina w Sahryniu powiedział m.in.: „Przed ponad 74 laty zginęli tu obywatele Rzeczypospolitej – ukraińscy prawosławni mieszkańcy tej ziemi, na której od stuleci żyli ich przodkowie. Zginęli oni z rąk innych obywateli Rzeczypospolitej, dlatego, że mówili w innym niż większość języku oraz byli innego wyznania. Ta zbrodnia przeciwko ludzkości popełniona została przez członków narodu polskiego – partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego”.

Dzień później wojewoda Czarnek oświadczył na briefingu prasowym, że w jego przekonaniu mogło dojść do znieważenia narodu polskiego, co wyczerpuje znamiona art. 133 Kodeksu karnego, oraz do złamania art. 55 znowelizowanej niedawno ustawy o IPN, w którym mowa o karaniu ...