POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 23 (3213) z dnia 2019-06-05; s. 52-54

Świat

Piotr Buras

Co wyszło z urny

Równoległe wybory w 28 krajach członkowskich Unii to była świetna okazja, by przystawić demokracji w Europie zwierciadło.

Wybory europejskie niesłusznie uważa się za drugorzędne. Nie tylko pozwalają wybrać parlament, który w galimatiasie unijnych instytucji odgrywa coraz ważniejszą rolę. Ale są także barometrem trendów politycznych w europejskich demokracjach.

Wbrew bowiem temu, co głoszą eurosceptycy i wrogowie UE, to nie Unia powinna być dzisiaj przedmiotem specjalnej troski. Kryzys Europy nie wynika przede wszystkim z przerostu integracji czy słabości unijnych instytucji, lecz z chorób toczących politykę na szczeblu narodowym. Zaś to, co dzieje się w Brukseli, jest tychże zmian ledwie lustrzanym odbiciem.

Jednym z pojęć, które w ostatnich latach skutecznie zawładnęło naszą wyobraźnią polityczną, jest polaryzacja. O tym, że społeczeństwa zachodnie są coraz bardziej podzielone; że narasta w nich agresja (głównie słowna, rzadziej, na szczęście, fizyczna); że popularność zyskują postawy skrajne, słyszymy na co dzień. Jednocześnie badania naukowe, np. znakomitych amerykańskich socjologów Ronalda Ingleharta i Pippy Norris, dostarczają poparcia tezie, że w demokracjach zachodnich dokonuje się zmiana głównej osi podziałów ...