POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 19 (2857) z dnia 2012-05-09; s. 9-10

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Wawrzyniec Smoczyński

Co z tą Francją?

Socjalista François Hollande jest nowym prezydentem Francji. Ale wybory w tym kraju jeszcze się nie skończyły, a zmiana warty w Europie dopiero się zaczyna. Za rok niepozorny Francuz może być nowym przywódcą Unii.

Francuzi wybrali w pięknym stylu. Mimo długiej, męczącej i polaryzującej kampanii wyborczej, niemal 80 proc. uprawnionych stawiło się przy urnach, by wskazać prezydenta republiki. I wybrali: kandydat socjalistów François Hollande zebrał 52 proc. głosów, urzędujący Nicolas Sarkozy otrzymał 48 proc. Wynik wyborów jest ze wszech miar przełomowy. Dla Francji, bo będzie mieć zaledwie drugiego od 50 lat prezydenta z lewicy. Dla Europy, bo zapowiada zmierzch centroprawicowych rządów w innych krajach Unii. Dla Hollande’a, bo długo nikt w niego nie wierzył, a teraz czekają go ogromne wyzwania. Wreszcie dla Sarkozy’ego, bo przejdzie do historii jako drugi prezydent Francji, który przegrał reelekcję.

Jeszcze 1 maja wierzył, że wygra. Sztab prezydenta zwołał wielki wiec na placu Trocadero, kandydat wziął kąpiel w tłumie, po czym stanął samotnie na tle wieży Eiffla i przemówił do 200 tys. zwolenników. Gromił związki zawodowe, obiecywał przywrócenie granic, opanowanie imigracji i nowy ład socjalny. Tłum skandował jego imię, ale Francuzi nie dali się przekonać – prezydent mówił to samo ...