POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 7 (3148) z dnia 2018-02-14; s. 42-43

Społeczeństwo

Alicja Karasińska

Co za bałwan

W Choroszczy na Podlasiu Światowid był i znikł.

Na rynku 11 Listopada w Choroszczy, w sąsiedztwie XVIII-wiecznego kościoła i XIX-wiecznych kamienic, protestują przedstawiciele Rodzimego Kościoła Polskiego. Protest składa się z jednego transparentu, czterech flag, 40 pogan, garstki Choroszczan oraz trzech radiowozów krążących wokół rynku i wypatrujących potencjalnych zagrożeń. W powietrzu wisi awantura.

Posąg Światowida od 1998 r. stał na Babiej Górze, nieopodal wsi Kościuki. Zebrani na demonstracji rodzimowiercy są kilkunastotysięczną grupą religijną, która oddaje cześć starosłowiańskim bogom, w tym Światowidowi. Między grudniem a styczniem jego posąg nagle znikł. – Żeby go podnieść, trzeba było odkręcić kilkanaście śrub, którymi przymocowano Światowida do metalowej podstawy, dźwignąć około 280 kg, znieść w nocy ze stromej góry, załadować do samochodu i wywieźć – tłumaczy Konrad Lewandowski, też rodzimowierca. Nie wierzy w oficjalną wersję, wedle której cała sprawa to chuligański wybryk.

Na krótkiej (nieoficjalnej) liście podejrzewanych o usunięcie Światowida są proboszcz, burmistrz i jeden z radnych. Z ...