POLITYKA

Poniedziałek, 17 czerwca 2019

Polityka - nr 46 (2933) z dnia 2013-11-13; s. 38-40

Rynek

Piotr Pytlakowski

Coś tu śmierdzi

Warszawa wciąż nie potrafi zapanować nad rynkiem odpadów komunalnych. Stolica, która miała dawać przykład całemu krajowi, teraz może okazać się grabarzem reformy zwanej rewolucją śmieciową.

W Warszawie realizują się najczarniejsze sny twórców zmian. Oto kolejność zdarzeń. Najpierw ogłoszono i rozstrzygnięto przetarg dla firm odbierających stołeczne odpady. Przegrane firmy złożyły protesty, twierdząc, że warunki przetargu dawały fory MPO, spółce należącej do miasta. Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) uznała protesty za zasadne i nakazała poprawić warunki przetargu. Miasto ogłosiło nowy konkurs i przesunęło termin wprowadzenia reformy śmieciowej z 1 lipca 2013 r. na 1 lutego 2014 r., co było ewenementem na skalę całego kraju. Stanowisko stracił wiceprezydent odpowiedzialny za przetarg.

Tym razem warunki konkursu uproszczono do minimum – o wszystkim decydowała cena. Wygrały trzy firmy: MPO (pięć rejonów miasta), Lekaro (trzy rejony) i SITA (jeden rejon). Przegrały m.in. Remondis i BYŚ – złożyły odwołania. Ich głównym zarzutem było zaoferowanie przez wygrane spółki rażąco niskich cen. KIO zdecydowała o powołaniu eksperta do zbadania sprawy cen. Urzędnicy warszawskiego ratusza wpadli w popłoch, bo decyzja KIO oznacza, że kolejny przetarg może zostać unieważniony. Miasto zażądało więc odwołania cał...