POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 30 (2255) z dnia 2000-07-22; s. 42-43

Kultura

Rafał A. Ziemkiewicz

Cudze sny

Dlaczego nikt nie napisał nowego Nikodema Dyzmy

O współczesnej polskiej literaturze popularnej nie można napisać niczego sensownego z przyczyny zasadniczej: nie ma o czym. Jedyne, co można, to szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego w III RP przez dziesięć lat nawet nie zakiełkowała proza, która gdzie indziej pleni się bujnie niczym przydrożne zielsko.

Literatura popularna ma moc pocieszania. Jej bohaterowie ruszają do akcji szczególnie wtedy, gdy rzeczywistość zawodzi oczekiwania. Sukcesy Sherlocka Holmesa leczyły obywateli Londynu z szoku, że najlepsza policja świata nie zdołała schwytać Kuby Rozpruwacza; prywatni detektywi z czarnego kryminału pomagali Ameryce uporać się z frustracją wywołaną zalewem bezkarnej zbrodni i korupcji w czasach prohibicji. Tymczasem życie w III RP, można by pomyśleć, nie dostarcza po prostu żadnych domagających się rozładowywania stresów.

Żaden rodzimy Marlowe nie psuje interesów Perszingom i Dziadom, żaden polski Bond nie wypędza z Warszawy agentów KGB. Nie doczekaliśmy się nieprzekupnych gliniarzy, którzy by demaskowali skorumpowanych polityków, ani nawet nowego Złego, spuszczającego od czasu do czasu manto rozhulanym dresiarzom. W masowej wyobraźni królują nadal herosi peerelowskiej ersatz-popkultury: Czterej Pancerni, Kloss, bodaj czy nie kapitan Żbik. Kolejne humorystyczne kryminały Chmielewskiej czy dziewczyńskie powiastki Musierowicz nie różnią się zasadniczo od tomów pisanych w minionym okresie (co najwyżej zmęczeniem autorek).

Nie znalazły naśladowców, choć sprzedały się ...