POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 27 (2148) z dnia 1998-07-04; s. 66-67

Świat

Michał Listkiewicz

Cyrk Chilaverta

Rzut karny przeciw Brazylii i dwa karne wbite Danii wstrząsnęły Mondialem ´98. Wszyscy dziś mówią o sędziach. Niewielka posiadłość Gressy pod Paryżem przy-pomina twierdzę. Trzy kordony ochroniarzy i policjantów skutecznie uniemożliwiają dostęp wścibskim fotoreporterom. Od 4 czerwca skoszarowano tu wszystkich sę-dziów Mondialu. "Żyjemy jak w złotej klatce" - powiedział mi przez telefon (zastrzeżony dla FIFA) reprezentant polskiej, piłkarskiej Temidy we Francji, opolanin Ryszard Wójcik.

Dni w Gressy są monotonne i nerwowe. Monotonne, ponieważ po śniadaniu zawsze jest rozruch, po nim 2 godziny analizy meczów na wideo, krótka przerwa na obiad i odpoczynek, popołudniowy trening, ponownie oglądanie błędów kolegów, którzy sędziowali mecze poprzedniego dnia. Powodem do zdenerwowania jest oczywiście czekający każdego arbitra mecz. Na razie obowiązywała zasada: jeden sędzia - jedno spotkanie. Schody zaczną się niebawem, gdy kierownictwo FIFA podejmie decyzje, kogo odesłać do domu, a komu przyznać nowe, na pewno trudniejsze zadanie. To najtrudniejsza chwila w karierze arbitra. Jednym radość (zostaną aż do finału), drugim smutek (pojadą do domu bez podania przyczyn). Ponieważ przeżyłem obie sytuacje (w 1990 r. we Włoszech współsędziowałem finał Niemcy-Argentyna, w 1994 r. z USA szybko wróciłem do Polski nie doczekawszy nawet ćwierćfinałów), więc współczuję kilkudziesięciu arbitrom zamkniętym teraz w "złotej klatce" nieopodal stolicy Francji.

Koniec wślizgów z tyłu

Co cztery lata, na kilka miesięcy przed finałami każdego Mondialu, spotyka się leciwe grono tworzące tzw. International Board. ...