POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 13 (2394) z dnia 2003-03-29; s. 90-91

Społeczeństwo / Sport / Węgierski futbol

Tadeusz OlszańskiRoman Hurkowski

Czardasz z piłką

Pięćdziesiąt lat temu polscy piłkarze nie mieli najmniejszych szans w meczach z Węgrami. Kiedy nasza reprezentacja wylosowała właśnie Madziarów jako przeciwników w eliminacjach do mistrzostw świata w 1954 r., Główny Komitet Kultury Fizycznej w obawie przed kompromitacją zmusił działaczy piłkarskich do oddania dwóch spotkań walkowerem. W najbliższą sobotę Polacy znów zagrają z Węgrami.

Włodzimierz Reczek, który wówczas był prezesem GKKF i rządził polskim sportem, miał żywo w pamięci spotkanie sprzed roku z Węgrami na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Do przerwy Węgrzy strzelili nam 5 bramek i siedzący w loży honorowej ministrowie rządu oraz członkowie Biura Politycznego KC PZPR z premierem Józefem Cyrankiewiczem na czele po kolejnych golach dosłownie sinieli z upokorzenia. W przerwie prezes Reczek podjął się skomplikowanej misji dyplomatycznej i przy pomocy obecnego na meczu ambasadora Węgier w imię świętej polsko-węgierskiej przyjaźni, którą miało umocnić spotkanie, nakłonił kapitana węgierskiej drużyny, słynnego Ferenca Puskasa, aby już więcej nie strzelali i pozwolili zdobyć Polakom honorowego gola. No i mecz zakończył się wynikiem 1:5.

Pod parasolem legendy

W eleganckiej siedzibie Węgierskiego Związku Piłki Nożnej w nowoczesnym biurowcu w pobliżu mostu Arpada w Budapeszcie ciągle czuje się ducha legendy „złotej jedenastki”, która jako pierwsza w dziejach pokonał...

Historia bratanków

Reprezentacja Węgier w piłce nożnej należy do grona, które najwcześniej, bo w 1893 r., zaczęło rozgrywać spotkania międzynarodowe. (Dziś nędzę węgierskiego futbolu obrazuje okładka gospodarczego tygodnika). Węgrzy rozegrali 769 meczów międzypaństwowych, z czego wygrali 373, zremisowali 173 i przegrali 223. Strzelili 1682 bramki, stracili 1170. Polsko-węgierski rozdział na szczeblu reprezentacji narodowych zaczął się 18 grudnia 1921 r., kiedy w Budapeszcie przegraliśmy 0:1. Był to dla nas w ogóle pierwszy mecz międzypaństwowy. Naszymi porażkami zakończyło się również pięć następnych meczów, aż nadszedł 27 sierpnia 1939. Madziarzy do Warszawy przyjechali w glorii wicemistrzów świata, tymczasem koncertowa gra Ernesta Wilimowskiego, zdobywcy trzech bramek, zaowocowała wspaniałym zwycięstwem 4:2. Nasza reprezentacja wyraźnie wtedy równała do europejskiej czołówki, jednak marzenia przerwała wojna światowa. Potem znów braliśmy baty. Przełom nastąpił w olimpijskim finale 1972 r. W Monachium wybrańcy Kazimierza Górskiego po wspaniałym występie, zaznaczonym dwoma golami niezapomnianego Kazimierza Deyny, wygrali 2:1. Złoty medal igrzysk stał się dla naszego futbolu odskocznią do jeszcze większych sukcesów, już na arenie mistrzostw świata, zaś Węgrzy zaczęli wyraźnie popadać w przeciętność. Globalny bilans to 19 zwycięstw Węgrów, 6 Polaków i 3 remisy, przy stosunkowo bramkowym 84:35 – bynajmniej nie na naszą korzyść. Ostatni mecz w marcu 2000 r. w Debreczynie zakończył się remisem 0:0.

Roman Hurkowski, „Piłka Nożna”