POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 44 (2528) z dnia 2005-11-05; s. 32-34

Kraj / Perypetie Andrzeja Jaroszewicza

Agnieszka Rybak

Czarna seria Czerwonego Księcia

Nazywano go Czerwonym Księciem. Krążyły legendy, że w kasynach Monte Carlo przegrywał bajońskie sumy. Andrzej Jaroszewicz, syn byłego premiera, słynny rajdowiec, znawca samochodów i pięknych kobiet. W III RP chciał żyć jak w PRL. Od ponad dwóch miesięcy przebywa w łódzkim areszcie.

Trudno o bardziej widowiskową scenę niż ta, która rozegrała się na oczach przechodniów 10 sierpnia 2005 r. na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Kawiarniany ogródek, przy stoliku trzech mężczyzn. Jeden wyciąga kopertę z plikiem banknotów, drugi ją chowa. Słychać wybuch. Uzbrojeni ludzie z napisem „Rutkowski patrol” na bluzach skuwają mężczyznę, który przyjął pieniądze. – Gość został zglebowany – streszcza akcję detektyw Krzysztof Rutkowski. Gość to Andrzej Jaroszewicz, 59-letni syn byłego premiera. Rutkowskiemu było go żal, bo – jak mówi – wyraził dużą skruchę. O zdarzeniu rozmawiano później w kuluarach sejmowych. W końcu niewiele dzieci osób ze świecznika, choćby i nawet nieco antycznego, tak kończy kariery.

Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, wyjaśnia urzędowo, że Jaroszewicz jest podejrzany o to, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, grożąc zamachem na życie i zdrowie, usiłował doprowadzić do wydania 150 tys. euro. Sąd zadecydował o trzymiesięcznym areszcie.

Prokuratura nie zgodziła się na ...