POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 37 (2418) z dnia 2003-09-13; s. 64-65

Kultura / Film

Zygmunt Kałużyński

Czas nas goni

Czas nas goni, ale my też gonimy czas. Jak bardzo jesteśmy w jego niewoli, ale też do jakiego stopnia możemy nim władać? Oto pytanie, jakie Wim Wenders zadał sześciu podobnym sobie filmowcom z tyluż krajów: każdy otrzymał 10 minut. Powstał film niezwykły: „10 minut później: trąbka”, jako że po upływie tego czasu sygnał muzyczny zawiadamia autora o zakończeniu.

Sam Wenders wywiązał się w sposób prosty: posłużył się typowo filmowym sposobem operowania czasem, czyli tzw. suspense: upływające minuty grożą katastrofą, jeśli nie uda się jej powstrzymać. W pustynnej okolicy Ameryki, zdaje się w Arizonie, mężczyzna, który zatruł się skażoną żywnością, rozpaczliwie szuka ratunku. Posterunek sanitarny przy autostradzie jest nieczynny, więc jedzie on przez wyludnioną okolicę w nadziei na pomoc. Widz uczestniczy w jego stanie: ma on ataki halucynacji, traci na chwilę przytomność, wypuszcza kierownicę z ręki, droga dwoi się i troi w jego oczach i w naszych – czy mu ktoś pomoże? Nie powiem tego, skoro suspense to suspense, zaś po Wendersie można było spodziewać się więcej.

Również Spike Lee zajął się czasem od strony praktycznej, ale z wnioskiem dalej idącym: jak politycy korzystają z niego bądź go przyspieszając, bądź opóźniając. Są to wywiady z dziennikarzami oraz działaczami, którzy opowiadają, jak gubernator stanu Floryda, brat obecnego prezydenta George’a Busha, uniemożliwił Murzynom (...