POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 12 (3203) z dnia 2019-03-20; s. 58-60

Nauka

Andrzej Hołdys

Czasza coraz mniejsza

Armada statków, samolotów oraz pojazdów lądowych ruszyła na Antarktydę, aby pilnie poznać zamiary „najgroźniejszego lodowca świata”. Jego rozpad może podnieść poziom oceanów o 3 m w ciągu kilku dekad.

Niektórzy mówią, że to nie przedsięwzięcie naukowe, ale wielka operacja zwiadowcza. Zresztą wojsko też bierze w nim udział. Dostarcza lodołamaczy i transportowych herculesów, którymi od listopada zeszłego roku na Antarktydę przerzucane są setki ton paliwa, żywności i sprzętu lokowanego w bazach rozmieszczonych na powierzchni lądolodu. Pojawiły się pierwsze grupy naukowców, którzy przez pięć letnich sezonów antarktycznych przemierzą tysiące kilometrów, aby z każdej możliwej strony zbadać olbrzymi lodowiec. Gdyby znajdował się w Polsce, zająłby dwie trzecie jej terytorium. Nazwa lodowca upamiętnia Frederika Thwaitesa, amerykańskiego geologa i glacjologa, zasłużonego w badaniach obszarów polarnych.

„To największy od ponad pół wieku międzynarodowy program badawczy na Antarktydzie. Dostaliśmy na niego 50 mln dol. od rządów USA i Wielkiej Brytanii”, wyjaśniał podczas inauguracji projektu Ted Scambos z amerykańskiego Narodowego Centrum Śniegu i Lodu w Boulder w stanie Kolorado, jeden z dwóch koordynatorów przedsięwzięcia. Drugim jest David Vaughan z Brytyjskiej ...

Załączniki

  • Topniejąca antarktyda

    Topniejąca antarktyda - [rys.] Mazurczyk Lech